Laicyzm i Bóg

Egocentryzm:

Ja najważniejszy

Ja środek wszystkiego

Ja ponad wszystko

Laicyzm oznacza, że religia, sfera duchowa, Bóg – nie mogą stać ponad przyjętym porządkiem społecznym, tzn mogą współistnieć w strukturze kulturowej jedynie jako równorzędne z innymi obszarami funkcjonowania człowieka. A więc świat laicki zakłada zrównanie Boga jako pojęcia z poglądami politycznymi, przepisem na sernik, czy sposobem wiązania krawata.
Tak więc logicznie i konsekwentnie Bóg, w świecie laickim jest zdefiniowany wśród prawd i norm określonym rozumem. A więc Bóg jest okolicznością, której pozwala się być w ludzkiej świadomości o ile zdecyduję się, że ona jest. Masz wybór….
Przypatrzmy się głębiej strukturze laicyzmu i uznaniu Boga za wybór.
Ego – umysł – świadomość określa istnienie i fakt obecności rzeczy czy zjawiska w dwóch wymiarach – czasie i przestrzeni. Żeby umysł uznał coś bezwarunkowo za istniejące musi być namacalne (lub jak w przypadku zjawisk społecznych zbadane naukowo, co wraz z rozwojem nauk społecznych pozwala na nieustanne podważanie wcześniejszych odkryć…), oraz osadzone w czasie, tzn.,  że zostało zainicjowane w przeszłości i trwa lub trwać przestało. Umysł nie istnieje poza czasoprzestrzenią. Jak nie widać – to nie ma, jak się nie zaczęło – to nie kontynuuje się i się nie skończy, więc nie istnieje.
Jak w świecie umysłu może przetrwać Bóg – ano nie może.

Ale umysł, żeby bronić jedynej słusznej teorii, a więc, że to on jest bogiem i on określa co jest a co nie – staje się zakładnikiem granic, które sam tworzy. Tak właśnie głupi (lub zatruty – sam z siebie jest niczym) umysł (domena naukowców ateistów) twierdzi, że wszechświat powstał w wyniku wielkiego wybuchu. Umysł, który nie istnieje bez początku (uwarunkowanie logiczne, którego doświadczamy posługując się rozumem) nie mógł postąpić inaczej, ponieważ bez początku (wybuch – inicjacja procesu), nie istnieje wszechświat…, człowiek,… i on sam – rozum. Ale i tu pojawia się rozumowe pytanie logiczne – wybuch w świecie materialnym zawsze inicjowany jest zjawiskiem fizycznym (lub chemicznym) – zawsze!
To kto zainicjował ten wielki wybuch… 🙂 Umysł to koń, którego otrzymaliśmy od Boga. I tylko jeśli uznamy go za dar od Niego, będzie nas ciągnął tam gdzie chcemy, a nie galopował niezależnie od nas wiodąc nas na stracenie (Szwecja, Niemcy, Francja…., ile jeszcze trzeba…).
Bóg jest niematerialny i nieskończony, poza czasem i przestrzenią…., nie ma go w rozumie, bo to prymitywne narzędzie, dla nas, dla naszych potrzeb, nie do poznania Boga. Do poznania Boga otrzymaliśmy serce. Jezus napisał jak go używać. Jak spotkać się z Bogiem w sercu i jak używać rozumu, bo rozum to dar, nie pan. Ten dar można zniszczyć. To z kolei rola zbuntowanego anioła, a on nie marnuje czasu. To jednak inna historia.
Świat laicki to świat, w którym nauka jest całością poznania – królestwa umysłu – ego. Tego samego, który wybuch uznaje fizycznie jako proces inicjowany i który dla potrzeb uznania się za Boga niby to nieświadomie uznał wybuch jako proces, materialny, fizyczny, chemiczny…, samoczynny i ogólnie nie zdefiniowany, acz określony i konkretny…. Zbierzcie to do kupy, a zobaczycie jaki to absurdalny bełkot.
Naprawdę wierzycie nauce …., tak bezkrytycznie…?
Naprawdę Boga, który jest niematerialny, który istnieje poza czasem i przestrzenią chcecie odnaleźć rozumem….?
Boga nie da się zrozumieć. Boga trzeba przyjąć.

Mógłbym szukać pięknego przykładu jak to zrobić, ale oddam to temu, który najwyraźniej odnalazł go niemal namacalnie. A przykład to świetny bo w czasie kryzysu wartości szukamy sami siebie, chcąc wiedzieć – kim jestem, jaki jest mój cel.

Jeśli kropla wody wpadnie do oceanu, z dumą będzie chciała się wyróżnić z masy wód, pozostanie mizerną kroplą, która przez ciepło wyparuje, a w ziemię wsiąknie. W pojedynkę nie ma siły, napędu, do niczego nie jest użyteczna…. . To jedynie drobna kropelka. Jeśli jednak zaprze się siebie, zrezygnuje z siebie i zanurzy się w oceanie, będzie częścią jego potęgi, weźmie udział w jego ruchu, jego wielkości”
O. Dolindo Ruotolo

Rozum to piękny dar, ale tylko drobny dar…dodatek do serca do serca, w którym mamy łączyć się z potęgą tego, który nas stworzył. To co piękne często spotyka nas zupełnie przypadkiem. Nie zaplanowaliśmy tego, nie wiedzieliśmy, nie inicjowaliśmy i wtedy przyszło…

…samo?

Marcin Węcek

Reklamy
Opublikowano Ogólny | Dodaj komentarz

Fartuszek Men.

Chryste jak ona mnie wkurza!

Wyrzucił z siebie Kajl o 5.25 rano kiedy zadzwonił budzik.

Fak, jak bardzo ta kobieta mnie wkurza!

Zawołał raz jeszcze, a jego twarz spurpurowiała. Zawołał i wyrzucił …, tylko, …że w myślach. Bał się żony, która przyprawiała go o lęk ilekroć choćby pomyślał, że mógłby jej coś odpowiedzieć w „realu”. Bał się jej i uważał ją za rozwrzeszczaną, rozwydrzoną amazonkę, która chce zawładnąć jego męskim światem. Zaczął rozważać.

Niby piękna jest, to fakt. Uśmiech ma powalający – i owszem. …Że trudno o piękniejszy.

Jest wesoła, radosna, lubiana, a tak, właśnie, że jest. Zaradna – tak. Yyyy, …nie.

Kajl zatrzymał się nagle.

Właśnie chyba nie do końca tak bardzo jak jej się wydaje. Przystanął w myślach, oddając się dłuższej refleksji.

Po pierwsze – nie lubi gotować.

No ja pierdolę. Pomyślał Kajl.

Jak mam żyć z amazonką, która na śniadanie chce mnie obedrzeć ze skóry, skoro nie będzie wiedziała jak mnie przyrządzić? Nie no szkoda mnie tak, tylko dla zasady. Ale dobra, niech jej będzie. Ja potrafię, ja lubię, ja mogę. Znów zawirowało mu w brzuchu, a ferment rozgoryczenia podszedł wysoko pod denko czaszki.

Dam radę. Mamrotał złowieszczo. Jestem mężczyzną, samcem, madafaką do „n” kwadrat. Zmogę ten potwarz i będę gotował. Zakładał fartuszek, skrobał ziemniaki, ciach, ciach, ciach. Niech będzie. Kontynuował Kajl .

Myśli dalej.

No i okien myć nie lubi. Nie no nie pyknę, tego już za wiele. W domu nie musi, dom to nie świątynia, nie lubi, nie potrzeba, szkoda czasu, po co, a właściwie to i tak są czyste. I tak już się świecą od ubiegłego roku tą nienaganną czystością.

Mebli u góry nie umyła odkąd ją znam. Po prostu na meblach się nie brudzi i nawet na święta nie ma takiej potrzeby.

Zresztą po co by miała… Ja lubię! …Skoro i tak mam już ubrany ten fartuszek od gotowania, to czemu nie.

Kajl jakby z niedowierzaniem, że może tak myśleć, wysłał przestrzeni puste obojętne spojrzenie.

Płynął w myślach dalej.

Rzesz nie wytrzymam, te farby, te drogie farby. Wymamrotał.

Kiedy robili remont mieszkania farby miały być drogie. Lateksowe. Porządne. Żeby je można było myć. Kajl zburaczał na twarzy. To był ciężki temat – te farby. Po niemal pięciu latach tylko Kajl mył ściany ilekroć brudne plamy po tym i owym spowijały jej równą strukturę. Ale teraz znów muszą być najdroższe.

Jeszcze malować nie trzeba, ale plan już w jej amazońskiej główce zakiełkował. Pomyślał.

Teraz będzie Dekers, bo drogi no i się sprawdził w przedpokoju. Dużo droższy od poprzedniego, ale może tym razem umyje się sam. Bo przecież, grunt, że można go myć, a wiadomo – ja fartuszek men wezmę i te pieprzone ściany wymyję!

Kajl wyraźnie podminowany osunął się lekko na krzesło, a umysł przywołał kolejny obraz.

Co z ciebie za ojciec. Tylko o sobie myślisz, ty egoisto ty. Z dzieckiem byś poszedł na spacer, zabrał je na spacer. Dziecko potrzebuje ojca potrzebuje. Amazonka pchnęła w niego oszczepem, a jej słowa jawiły mu się jak ta paplanina Miauczyńskiego Adasia z „Nic śmiesznego”. I nic śmiesznego w tym nie widział. Skoro dziecko potrzebuje ojca to potrzebuje. Matka znów musi iść polować.

W chwili kiedy pomyślał o samochodzie stojącym na dworze, zasypanym śniegiem, o piątej rano w poniedziałek, …zemdlał. Miał we śnie wizję, a w niej ta grudniowa historia z samochodem. Jak przez mgłę Kajl zobaczył Kajla, który w zwolnionym tempie, w rytmie miłosnego rege, z uśmiechem na ustach, kręcąc w powietrzu piruety omiata z gracją samochód ze śniegu. Muzyka płynie, śnieg rozświetlany przez uliczne latarnie sypie na maxa, a rozkołysany w miłosnym tańcu Kajl omiata z mdłym uśmiechem śnieg, miotełką z samochodu.

Jaaaaa pierdolę! Kajl zerwał się na równe nogi jak poparzony. Wybudził się z dreszczem, zlany zimnym potem.

Dostał od Amazonki ultimatum, że tak ma robić co rano jak spada śnieg. A jak nie to jej rumaka, ma odstawić na noc do stajni, bo tuż obok posiadłości mieli stajnię. No jakieś 5 minut od hacjendy.

I tak co rano Kajl zakładał fartuszek, robił śniadanie domownikom, a potem amazonce oporządzał zaparkowanego przed hacjendą rumaka, by mogła ich dziecko odstawić do piastunek w głębi wioski.

Ale raz zdarzyła się rzecz straszna. Wódz Naczelny Fartuch w wyniku owych zdarzeń uronił nawet kilka łez. Naczelny Fartuch był ojcem Amazonki.

Jednego dnia Kajl zaspał i wypadłszy z domu poleciał prosto na autobus by zdążyć do pracy. Samochód pozostał nie odśnieżony i Amazonka pojechała zawieźć dziecko do przedszkola, a stamtąd prosto do pracy. Zobaczywszy nie odśnieżony samochód wódz Naczelny Fartuch rozpłakał się…. To czego nie rozumiał Kajl to powody dla których rozpłakał się wódz.

Wódz rozpłakał się bo biedna córka wodza przyjechała do pracy nie odśnieżonym samochodem, a nie dlatego, że nauczył ją niezaradności i korzystania z samochodu zimą niezgodnie z obowiązującymi przepisami. Jako kierowca Amazonka jest takim samym użytkownikiem drogi jak każdy inny kierowca i nie ośnieżając samochodu stwarza zagrożenie wypadku. Czapa śniegu która zsunie się z dachu i poleci na szybę innego kierowcy może doprowadzić do wypadku i strasznych konsekwencji. Jeśli Amazonka, czy Królewna, a nawet sama Elżbieta II chce jeździć w zimie samochodem to ma odśnieżać samochód, nawet jeśli akurat dziś zapomni o tym mąż madafaka podły.

Wodzu Naczelny Fartuchu. A co kiedy mnie nie będzie? Pomyślał Kajl.

Bez względu na przyczyny, …nie będzie. To co wtedy z tą niebezpieczną czapą śniegu na dachu. Skoro nauczyłeś córkę Amazonkę, że od omiatania samochodu jest jedynie fartuszek men, to co jeśli go nie będzie? Czy wtedy sam przyjdziesz i odśnieżysz samochód, czy znów uronisz łzy, bo Kajl jest zły. Kajl myśląc to nadal nie wierzył, że tak może być – tak na prawdę zapisane w czyjejś głowie, z przekonaniem, że tylko takie rozwiązanie jest dobre.

cdnn

.

Opublikowano Ogólny | Dodaj komentarz

Werbalny jednorożec.

Trzy magiczne słowa – proszę, dziękuje, przepraszam.
Nie wszystko naraz, nie o wszystkim teraz… . Przepraszam.
…Taa!

Zagłębiłem się w przepraszam i doszedłem do wniosku, że to słowo jest tak magiczne, jak magiczny jest cylinderek hamulcowy po prawej stronie w mojej Skodzie. Powinien działać, bo po to tam w tym bębnie siedzi, taka jego rola. Żeby rozpierać szczęki, żeby hamować. No a on magicznie nie działa. Albo nie działa po prostu, bo jak coś jest zepsute, to do działania nie magii potrzeba tylko zmiany. Wymiany na taki co działa, który przywróci sprawność całemu układowi.
I przepraszamy właśnie po to, żeby magicznie oczyścić taki układ, takie zdarzenia, taką relację, która wymaga naprawy. Ale tak jak magia nie naprawi samochodu, tak nie naprawi zdarzenia, sytuacji, relacji. Bo tam potrzeba zmiany, wymiany, naprawy.
A naprawą z punktu widzenia głębi przepraszam jest zadośćuczynienie, a nie stosowanie pragmatycznych zaklęć.
Konkret.
Wziąłem i pożyczyłem samochód od kolegi, a co, on dał ja wziąłem – pożyczka taka.
I teraz w trakcie jazdy pożyczkowej rozbiłem błotnik i reflektor.
Bach przepraszam – powiem mu a co.
Prze-pra-szam.
No i tu jest właśnie magia tegoż sloganu, bo tym on najczęściej jest – pustym, nic nie znaczącym sloganem.
Przeprosiłem i teraz zostawiam mojego darczyńcę z problemem, ze startą, z ekonomicznym zaborem, którego dokonałem.
I ile jest warte przepraszam…
Trochę jak w kabarecie wytwórni AJOJ (Halama, Kamys). ”Jak przepraszam, co przepraszam – Ty przepraszasz, a ją boli….” (polecam :-))

Przepraszam jako słowo jest pustką, unikiem, ucieczką od odpowiedzialności. Ponieważ głębokie przepraszam jest procesem skruchy, któremu towarzyszy – zadośćuczynienie, naprawa, zapłata. Wtedy przepraszam jest właściwym sobie zgodnym, głębokim procesem, a nie nic nie znaczącym magicznym frazesem.
Jeśli przepraszasz dla uspokojenia swojego sumienia – daruj sobie – to powierzchowny, egoistyczny chwyt (chcesz pomóc tylko sobie, swoje sumienie wyciszyć). Jeśli chcesz przeprosić głęboko i prawdziwie, pomyśl jak w rzeczywistość stworzyć proces, który naprawi to co zepsułeś.
I takie przepraszam, któremu towarzyszy refleksja, działanie i aktywna, adekwatna postawa naprawcza, pochodzi z duszy, która jest głębokim Ja.
Wszystko inne to tylko wyuczona, społecznie pożądana reakcja, …bo tak należy.

MW

Opublikowano Ogólny | Otagowano | Dodaj komentarz

Huryt (fantasy)

Ta sama misja doprowadzała Huryta do szaleństwa. Codziennie wieczorem w towarzystwie mosquito, kilku węży i około miliona innych gatunków owadów, płazów i wszelkiego dziadostwa, wypijał dwie, trzy szkalnki berbesznicy. Pędził ją z liści rodzimego czerwonego Choffernusa, po którym pełzały ala ślimaki – ni to żaby, ni nosorożce, ale wielkie oślizłe stwory. Wszystko w tej dżungli jawiło mu się grozą i otępienną paranoją, a jednak to ona była jego domem. Od wielu lat sam jeden ( za wyjątkiem tych kilku milionów niebezpiecznych stworów) przemierzał skąpane w gęstwinie zieleni jemu tylko znane szlaki. Jego misje, zawsze podobne, zawsze owiane tą tajemniczą naturalną zwierzęco roślinną nikczemnością, która była jego domem.

Tego dnia wyszedł na obchód twierdzy lasów z podobnym do wczoraj, przedwczoraj i rok wcześniej , zgaszonym temperamentem ślimaka potwora z czerwonego liścia. Tego dziada, którego udziałem był osad na liściach, z którego pędził berbesznicę. Za sprawą tego dziwnego składnika zapewne wieczorem pojawiał się delikatny haj, który pozwalał mu przetrwać i dzięki któremu w bezkresie jednolitości utopionej w milionie gatunków wszelakich form, oddzielał dni, miesiące i godziny.

Codziennie kiedy słońce wybijało się ponad poplątane drzewa Zagadawy mijał właśnie głaz Nyrydowy gaszony porostem mchu liwowego o ciemno bursztynowej barwie. Tuż za nim wzdłuż koryta rzeki Dranny znajdowała się obszerna polana. Kilka dosłownie kroków za nią była niewielka sadzawka w której, śladem naziemnych stworów, mrowie przeróżnych ala’ rybich form pruło nieustannie objętość zbiornika. Zapatrywał się w ten swoisty taniec życia, ponieważ pośród wszystkiego co znał, nie odnalazł piękna równie głębokiego i nieogarniętego sposobem postrzegania posiadanych zmysłów. Ten jeden jedyny wyraz piękna nadawało mu zastyganie w bezruchu i trwanie w skupieniu kiedy taniec wodnych stworzeń nieustannie przewijał się w plątaninie gatunków i połyskujących, oplatanych słońcem kolorów. Czerpał zeń życie, bo to było jego towarzystwo jedyne. Ta sadzawka, ten las, ta rzeka, koryto, głaz,… cały jego Świat.

MW

Opublikowano Ogólny | Otagowano | Dodaj komentarz

Jestem selfi

Patrzę na fejsbuka (nie mój  – firmowy, zrozumiałem swój błąd dawno temu, porzuciłem, odgrodziłem murem, postawiłem zasieki), a ten mi tu podaje propozycję znajomych. Same młode dziewczyny, każda z żurnala, no masakra, jak okładki elitarnych gazet przewijają się przed moimi oczami.  Nikogo innego – ani Stefana, ani Ryszarda, ani Marioli co to żyje gdzieś tam przecież, ale akurat o niej fejsbuk nie wspomina nic.
Jesteś piękny i młody, jesteś fit, więc jesteś. A jak nie jesteś fit, piękny i młody to Cie nie ma. Taki obraz zdarzeń starają się nam zaszczepić fejsbuk, zapewne „insta” i wszelki portal, w którym ikona – zdjęcie służy identyfikacji osoby.
Bo teraz wartość człowieka to już nie On jako poznana postać  z nieskończoną gamą barw jego życiowych doświadczeń, nie uśmiech, poczucie humoru czy inteligencja,  ale fit zdjęcie selfi.
Tyle jesteś wart, na ile wyglądasz.
I tak się zastanawiam, że przecież jeśli mnogo ludzi w to wchodzi i żyją w wirtualnej przestrzeni z perspektywy zdjęcia, co to ich określa i definiuje, to robi mi się żal.
Bo przecież ludzie Ci muszą być mega samotni. Bo tym właśnie jest samotność – nieumiejętnością odnalezienia siebie.
A jak na Boga jedynego zdjęcie selfi kwadrat max power zajefajne ma ten stan zmienić…?

Skoro selfi jest jedyną perspektywą życia w jakiej się poruszasz, to jedyne co możesz znaleźć  – to zewnętrzne „piękno”.
Ale skoro człowiek składa się z ciała i z duszy to kto, lub co stara się w Tobie zaszczepić przekonanie, że istnieje tylko cielesność.  Że cielesność  jest jedyną miarą atrakcyjności.

I oczywiście nie chodzi tu o umniejszaniu wyglądowi, nie. Ten jest, był i będzie istotny – również dla mnie. Chodzi mi o Twoją motywację co Ty i Twoje selfi tu robicie.

Czy nakarmisz się podziwem innych, skoro służy on jedynie ocenie Twojej powierzchowności z pominięciem Ciebie – prawdziwego człowieka ?

To co jaj mam ocenić, skoro i tak się zaraz zestarzeje i w odwiecznym tańcu życia zostanie wyparte poprzez nowe, jędrne i no właśnie….lepsze…?

Bo życie kochani zaczyna i kończy się w poznaniu tego co głębokie, bo głębia jest tym co się nie nudzi, a jędrne i tak jest coraz to nowe i nie jest wieczne dla „ewry łan” w takim samym zakresie.

Szukaj głębi.

MW

Opublikowano Ogólny | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz

Nie ma niewinnych.

Polskie prawo rozróżnia, w niektórych aspektach, zaniechanie jako czynność stanowiącą o przestępstwie, czy wykroczeniu. Tak jest na przykład z nieudzieleniem pomocy ofierze wypadku. Brak działania jest zatem karany.

Przez lata pracując z ofiarami przemocy zauważyłem jedną konkretną zależność (pewnie nie ja jeden), która sprawia, że w odniesieniu do tzw. ofiar przemocy stwierdzam – nie ma niewinnych.

Zaniechanie jest działaniem mającym swój bardzo określony skutek.

Jeśli złamiesz nogę i nie zrobisz z tym nic, zrośnie się krzywo a Ty w najlepszym wypadku będziesz kuleć. Jak nie zareagujesz na udar skończysz z trwałym paraliżem. Jak nie zareagujesz na palenie paczki papierosów dziennie wcześniej czy później „odejdziesz”. Jeśli nie zmienisz przebitej w samochodzie opony, nigdzie na dłuższa metę nie dojedziesz, mało tego doprowadzisz do trwałego uszkodzenia innych podzespołów.
Zaniechanie w każdej dziedzinie życia prowadzi do trwałych, często nieodwracalnych uszkodzeń, czy zmian.

Zaniechanie jest działaniem z rzeczywistym skutkiem negatywnym.

Dlaczego więc różne osoby, w różnych dziedzinach życia nie podejmują działania ?
Ponieważ czerpią korzyści z nie podejmowania działań. Brak zaangażowania, brak ponoszenia odpowiedzialności, brak wysiłku i niechęć do doznawania trudnych uczuć towarzyszących często rozwojowi. W zależności od sytuacji można dopisywać konkretne powody, ale zawsze trzeba pamiętać, że w trwaniu w sytuacji dla siebie nie korzystnej, za każdym razem są zyski. Rzecz w tym, że nasz optyka sytuacyjna nie zauważa, lub nie chce zauważać strat ani perspektywy strat, które nastąpią.
Oddala się więc skutki negatywne przyjmując oczywisty dla uzależnienia i współuzależnienia (trwanie w „kupie” zawsze oznacza uzależnienie), obraz iluzji i zaprzeczeń a zatem fałszywy obraz sytuacji, pozwalający w nieskończoność trwać we wspomnianej „kupie”. Podstawą do tak sformułowanej zmiany i zmiany postawy na aktywną jest dotarcie do prawdy. A więc stworzenie faktycznego obrazu zysków i strat.
Tak nakreślona optyka sytuacyjna nie pozwala na tkwienie w kłamstwie ( w rzeczywistości pozwala, wystarczy negacja i powrót do wiary w kłamstwa) i zmusza do podejmowania wysiłku niezależnie od możliwych trudności.
Jeśli więc osoba, która została uderzona nie zareagowała na cios, zgodnie z prawem, każdy kolejny cios jest za razem jej winą (niewinnym jest się tylko raz – przy inicjacji zdarzenia, procesu). Ponieważ zaniechanie prowadzi logicznie do skutków negatywnych.

Jeśli ktoś nie zgłosił przemocy ze względu na obietnicę poprawy sprawcy to sprawa wygląda tak:

Dostałem urządzenie za milion euro do eksploatacji. Nie nauczyłem się go obsługiwać więc je zniszczyłem. Zadeklarowałem, że już go więcej nie zniszczę więc dostałem drugie (kolejna szansa), ale ponieważ nie nauczyłem się jego obsługi znów je zniszczyłem.
I dopóty nie nauczę się obsługi urządzenia będę je niszczył, nie mając wiedzy do prawidłowej eksploatacji. W relacjach między ludzkich jest tak samo. Żeby coś się zmieniło potrzeba wiedzy i to praktycznej, zmiany nawyku, zachowania a to długi i żmudny proces. Deklaracja jak widać jest pustym, nic nie znaczącym frazesem. I o tym trzeba pamiętać. Do zmiany potrzebna jest praca, ciężka praca, nie deklaracja.
Jeśli umrzesz na raka płuc, to nie dlatego, ze los jest zły albo złożyłeś sobie niewłaściwą deklarację, ale dlatego, że zaniechałeś działania, jakim jest rzucenie uzależnienia.
Z każdą dziedziną życia jest tak samo, jak coś nie działa trzeba innego przepisu, zmiany instrukcji, zmiany optyki, ale przede wszystkim – zmiany.
Nie ma niewinnych. Jest brak wiary w siebie, udawanie, że czegoś nie ma, okłamywanie samego siebie.
Zawsze przecież czujesz w środku jak jest naprawdę. A jak jest ?

Opublikowano Ogólny | Otagowano , , , , , , , | 1 komentarz

Pizza „na dziko”, czyli gastro recenzja w odsłonie kolejnej

No stary, a dziki w deszczu nie ryją ?
Tak Kamul rozwiał moją wątpliwość co do wieczornej wyprawy. Coś tam kropi, ale to nie dość, żeby gruboskórni nie przystąpili do marszu dzika.
Na wszelki jednak wypadek oprócz peleryn zabraliśmy srebrnego forda focusa. Fiu fiu i że hoho. Pojazd zacny nie powiem, ale zapach nowych plastików w środku przysporzył mnie o mdłości. No więc wyartykułowałem Kamulowi, że plastyki, że zapach i że przysporzył, że mi.
No co ty stary, ja sobie kupuję w ogóle zapach nowego auta.
Konsternacja
I jeszcze odrobina konsternacji.
Nie wiedziałem jak bonidydy (cyt. Arnold Boczek), że takie rzeczy są.
Dojechaliśmy na Trynek, do nowo reklamowanej na fejsbuku pizzeri, by na miejscu przekonać się, że to pizz-buda. To oczywiście nie dość, żeby krytykować grę pozorów na zdjęciu, bo liczy się smak, ale ponieważ o 21.30 było już zamknięte lokal recenzji się nie doczeka.
Kilka kółek tu i tam, pomysł z kebsami, to jednak upadło. Miała być pizza.
Tak od słowa do słowa zaparkowaliśmy w okolicach rynku, a już po chwili schodziliśmy w głąb, do piwnic. Ten “w głąb” i te piwnice to przy Górnych Wałów. W miejscu, którego z zewnątrz nigdy nawet nie zauważyłem, a które jest ponoć od kilku lat, zasiedliśmy do stołu.
Obsługa miła – nim nasza pizza pojawiła się na stole, zdążyłem zauważyć, że jest również obcojęzyczna. Dwie rzeczy nim recenzja ostateczna.
Pierwsza: Pizza wjechała na stół w mniej niż 10 minut, co uwzględniając przed-letnią rewolucję w Mc’Donaldsie, bije go na głowę (Mc’Donalds nie jest już fast, pozostał jednak food).
Druga: postać kelnerki (miła, młoda dziewczyna), która poruszała się na swoich sportowych butach jak ten plastikowy krążek do gry w cymbergaja – wydawało mi się, że nie dotyka podłogi.
A i jeszcze jej kelnerska uprzejmość “jes , jes hehe, hyhy, of kors, tere rere – tyle, że jak mniemam poprawnie po angielsku”
Jest i pizza.
Z wyglądu całkiem całkiem, jak to pizza, nie powala, to nie Bora-Bora.
Ciasto genialne, cieniutkie i choć nie jadłem pizzy we Włoszech, Kamul zawodowy, premium-klasowy gastronom, który był, stwierdził, że to jest to i tak właśnie po włosku. Smak równie dobry i cała kompozycja bardzo dobra. Jako dodatki oliwy w różnych smakach. Ceny przystępne, nie mówię, że jak w Mc’Donaldsie i nie ma kuponów w aplikacji. Przystępne. Ogólnie wyszedłem zadowolony, dopieszczony i uradowany.
Tak, że dzięki Kamul (tym razem kierownikiem wyprawy był właśnie on – to tytuł przechodni).
I tak dotarliśmy do końca marszu, poza tym, że znów musiałem się zmierzyć z zapachem nowego samochodu, w wersji oryginalnej.
Kamul premium-gastronom zawodowiec dał początek nowej świeckiej tradycji, jak się później okazało. Marsze dzika, będą teraz piesze (ja), albo kulinarne (Kamul).
Żeby spalać, trzeba do pieca dokładać.

Opublikowano Ogólny | 1 komentarz

Czego bronisz tak zawzięcie ?

Czytam ledwie co, że Solidarność w Oplu się buntuje, bo mają nadejść zwolnienia.
Solidarność ma wpisaną w swoją istotę ideę wolności, o którą walczyła u swego powstania.
A tymczasem dziś w Oplu manifestuje hasło, którego brzmienie logiczne wyglądałoby tak
„jedno życie, jedna praca, jeden zakład”.
A to nie są idee wolności, tylko idea, albo raczej zawodowa osobliwość komunizmu. Taki manifest jest wołaniem o przywrócenie idei PRL-u.
– Jedno życie, jedna praca, jeden zakład…
Rozumiem lęki i obawy pracowników. To oczywiste. Jednak takie właśnie „przywiązanie do jednego” zakładu pracy w okresie transformacji ustrojowej, tj. po roku 90, uczyniło wieloletnio bezrobotnymi setki tysiące osób. Oni bowiem nie potrafili się odnaleźć w kapitalizmie, przyzwyczajeni, że zawsze jest to jedno, to ich i w przekonaniu , że „aż do końca”.

Ale Bóg, który jest życiem ma swoje plany i niczego, poza tym czemu sam błogosławi, nie daje człowiekowi na wieczność.
Przywiązywanie się do jednej pracy, to jak bycie uwiązanym do budy psem. Nasza perspektywa zaczyna się i kończy w obrębie łańcucha. A przecież wiara w to, że Bóg jest dawcą wszystkiego co nas spotyka i co do nas dopuszcza, powinna stać na straży przekonania, że aby wzrosnąć trzeba upaść. Trzeba nieść swój krzyż. Bez wysiłku nie ma wzrostu. A poza naszym przyzwyczajeniem i wąskim horyzontem tego co znamy jest inny, nieznany świat. Ten świat Bóg chce nam dać, a my uparcie się przed nim bronimy, chcąc pozostać w obrębie własnego łańcucha.

„Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy powiedzielibyście temu drzewu morwowemu – wyrwij się z ziemi i posadź się w morze i usłuchało by was”. (JHS, za ewangelia Łukasza).

Masz wiarę?

Opublikowano Ogólny | Otagowano , , , , , , | 1 komentarz

Jarmark wielkanocny na gliwickim rynku

Jarmark wielkanocny na gliwickim rynku. Niby to nawiązanie do jarmarku Bożonarodzeniowego, a jednak rzecz obłędnie inna i słowo obłędnie idealnie w tym miejscu pasuje.
Wielkanoc to okres chrześcijański w obrzędzie Kościoła Katolickiego. Oczekuje się w nim na zmartwychwstanie Jezusa – syna Bożego, naszego Boga (mojego tak). Tak więc okres Wielkiej Nocy nie jest okresem świeckim i jako taki świecko nie istnieje (albo coś jest okresem po prostu, albo okresem Wielkiej Nocy – albo się jest chrześcijaninem, albo nie jest). W okresie tym świecko można obchodzić urodziny, święto schodzonego trzewika, albo okrągłą siedemnastą rocznicę pęknięcia w kroku spodni wujka Rajmunda. Wielkanoc jest świętem chrześcijańskim, w którym otrzymujemy ponownie dar życia. Od tego, który za nas umarł.
Tak więc jak powinien wyglądać jarmark wielkanocny ?
Poprzedzającym Zmartwychwstanie Chrystusa jest okres czterdziestodniowego postu. Wspomina się wtedy śmierć i mękę Chrystusa i jest to czas, którego częścią jest post, jałmużna, pokora, skrucha, wyciszenie, oczekiwanie.
I oto na gliwickim rynku z jednego ze straganów płynie radośnie disco miuzica – bo jak to inaczej nazwać. Radosny pląs, wesoło jak na biesiadzie, hucznie. Kolumna ustawiona frontem do klienta nadaje 100dB jak się patrzy.
…Czyli całkowicie niezgodnie z tradycją Wielkiej Nocy.
Nie wiem po co czynić świeckim coś co jest religijne, chrześcijańskie, głębokie.
To tak jakby w naszej kulturze śpiewać disco polo i nucić obowiązkowo na pogrzebie “majteczki w kropeczki”. No tak nie wolno, wolno w innych okolicznościach, ale nie tu.
I tak samo nie można na świecko podpinać się z jarmarkiem wielkanocnym i tandetną disco muzyką pod bardzo głęboką i doniosłą tradycję chrześcijańską.
Jarmark tak, to przecież dla ludzi, przygotujmy się do świąt, zgoda.
Ale w duchu poprzedzającym okres tych świąt, a więc spokojnie. Na radość też przyjdzie czas.


  

Opublikowano Ogólny | Dodaj komentarz

Paginatory inside

Znów myślę o paginatorach. Dopiero co zdecydowałem się na wersję z paginatorami, a kilka sekund później już wymyślałem, jakiż to błąd popełniłem. Ale to było wczoraj. Teraz myśle podczas mszy. Zaraz będzie przychodził Chrystus, a ja myślę o paginatorach.
Ilekroć się modlę pojawia się rozproszenie. Rozproszenie to nie bunt przeciwko Bogu. To raczej słabość ludzka, ułomność, żeby tam gdzie powinno się chwilę z Bogiem konsekrować, tam konsekruje się bzdety o butach, kółkach, kratkach, sznurówkach, lakierze podkładowym i innym materiale wgłowo-werbalnym o wartości dla doniosłej chwili równej ze – ro. Myślałem, że jestem taki niedoskonały ja i myśli moje, ale widać dotyka to więcej ludzi. Rozproszenie dotyka nas wszystkich, a pojawia się moim zdaniem wtedy, kiedy odchodzimy od spraw Boskich do spraw ziemskich. Przy czym za sprawy Boskie mam na myśli i rozumiem każdą czynność codzienną wykonywaną prosto i zwyczajnie, bez nadmiernego zastanawiania, w pokorze i spokoju, ale przede wszystkim w zgodzie z sobą i zdrowymi odruchami serca (Żydzi uważali, że to co złe kryje się w sercu, tak też pisane jest w Biblii, to pochodzi z ich kultury i dawnego języka hebrajskiego – dla nas Polaków serce jest miarą zjednoczenia z Bogiem, istnieniem, czystością. Jako to co złe rozumiem ego i jego kulturowe, odmienne od Boskich, naleciałości, kult materializmu i dążeń do świata wylansowanego w telewizji i reklamie – czyli głupoty niezmierzonej; ot różnice językowe).
Sprawy ziemskie to oczywiście gonitwa za tym, co być powinno, bo jest zapisane w świadomości zbiorowej (kultura), a często jest odmienne od naszych osobistych potrzeb (pochodzących z naszego głębokiego Ja – z duszy). Moda jest takim właśnie przykładem – to jest dobre bo tak robią inni. Więc teraz jak buty to New Balance, choć 3 lata temu mogły nie istnieć. A najlepsze, że gdyby nie istniały, to niczego by to nie zmieniło. Taka więc ich wartość. Albo bieganie, tyle razy próbowałem, ale już nie. Gratuluję tym, którym sprawia to przyjemność, pomimo wysiłku – to ich droga.
Zbawienie, według Biblii (ew. Mateusza) jest tam, gdzie idziemy wąskim gardłem, ponieważ szerokie gardło (szeroka droga, szerokie drzwi, szerokie przejście – wiele tłumaczeń  w różnych przekładach) prowadzi na zatracenie.
Pokrótce – robisz jak wszyscy – jest duża szansa, że robisz źle. Idziesz własną drogą, często wbrew logice, powszechnej prawdzie, wbrew uczuciom często, ale z przemożnym pragnieniem pochodzącym z wewnątrz – idziesz tam gdzie nie był nikt, a więc swoją drogą. Idziesz w zgodzie z głębokim Ja, więc złączony z Bogiem, poddajesz się jego woli. Oczywiście, żeby wola było Jego a nie pewnego upadłego anioła, który niósł światło, a stał się ciemnością, masz do dyspozycji i w obowiązku używać przepisu. Tego samego, który Mojżesz zniósł z góry po spotkaniu z Bogiem i przykazania miłości.
Jeśli Twoja duchowość skończyła się na etapie bajki o Kacprze duszku, przypominam, że chodzi o 10 przykazań i przykazanie nowe “abyście się wzajemnie miłowali”. Przykazania zaś doskonale wytłumaczył sam Jezus i co zostało zapisane w Ewangeliach.

Tak czy owak i krótko – rozproszenie jest wtedy kiedy nadto staramy się poukładać i zapanować nad sprawami tego świata oddając się powszechnym prawdom i naleciałościom kulturowym (kultura nie jest zbiorem złym, w żadnym wypadku, tam jest przecież nasza tożsamość narodowa i piękne rodzinne pamiątki, chodzi o to co płytkie – celebrystyczne, hollywoodzkie i materialne, albo głupie jak gender i feminizm), a także banalnym zamierzeniom.
Rozproszenie powinno się zmniejszyć, ale próżno czekać aż zniknie, bo człowiek zostaje człowiekiem – ciało pozostaje ciałem („ciało i krew” to semityzm, po naszemu, albo po naszymu  – człowiek – filologia i języki są takie ciekawe:-) ). 

Mniej planowania, mniej zamierzeń “bo inni robią”, więcej płynięcia z prądem i przekazem z wewnątrz, gdzie zarządza Najwyższy. Chcesz być wyjątkowy, to bądź zwyczajny, bo wywyższający się będą poniżeni, a skromni wywyższeni (JHS).

Rzekłbym Amen, ale czuje się niegodny. Tak więc z Bogiem 🙂

Opublikowano Ogólny | 1 komentarz