Polacy

No i już wiem.
Zniewoleni przez dekady, w uścisku “starszego brata”, oddychali jedynie przez wąskie gardło cenzury.
Wolno tylko usankcjonowaną sylabą mówić, krzyczeć jedynie na cześć obywatela Pienina.
Nauczeni poruszać się wąskim korytarzem obcych kultur, systemów, słów. Lata bez siebie na mapie, w zaborach. W  oddaleniu od siebie …, zapomnieli o sobie.
Była Solidarność a jakże, ale coś poszło nie tak. Coś przysłoniło tożsamość. Coś przysłania nadal Ja Polskie: Moje, Nasze, Twoje, dziedzictwo, …narodowe Ja Jestem.

Polacy.

Z historią nie pójdę w bój. To znamy. A czy znamy siebie?  Ciągłe waśnie, spory. Tylko Polak tak Polaka wyjebie – głos zza granicy woła. Mijając granicę z Polską, witamy grymas na twarzach sprzedawców. Znów to “proszę” sakramentalne, nieszczere. Jakby za kurtyną pozorów tkwiło okute w zbroję prawdziwe dla odmiany –  “spierdalaj”.
Kim jesteśmy, czy odnaleźliśmy się po latach tkwienia w ideologicznych korytarzach kultur dawnych oprawców, najeźdźców?
Dzisiaj nasi sąsiedzi, żyją u siebie po swojemu. A my u siebie – po ichniemu, naszemu, takiemu, no…, no nie wiadomo jakiemu. Nie szanujemy się, to widać.
To słychać.
To czuć, emocjonalnie oddaleni od siebie, to czuć.
Człowiek człowiekowi wilkiem.

Niewola uczy poddaństwa. W niewoli dostajemy, tyle ile dostajemy. Nie mamy głosu, prawa decyzji. Często opór oznacza śmierć, uwięzienie.  Jak każda niewola (nawet ta znana każdej cywilizacji – przemoc, lub zależność w rodzinie) uczy bierności. Uczy oczekiwania na pomoc. Uczy odsieczy na zewnątrz, poza nami. Ale odsiecz nie nadchodzi. Bo ta realna i prawdziwa jest zawsze tylko w nas. W nas jest uwolnienie i wyzwolenie. Również to, które po latach wyuczonej bierności jako społeczeństwo, winni jesteśmy sami sobie.
Masło podrożało z 3,5 na blisko 7 złotych. Winni politycy, system, szukają ludzie odpowiedzi w telewizji, czekają odsieczy.
A prawo rynkowe jest takie, że popyt reguluje cenę. Nie kupuję masła powyżej 4 złote i albo padnie przemysł mleczarski (nie uwzględniamy spekulacji i machloj na szczeblach struktur państwowych, czy  unijnych, jeśli takowe są), albo cena wróci do akceptowalnej (ponowny zakup) przeze mnie.
Oczywiście kupuję/nie kupuję ja i inni uwolnieni. Bo moc i siła społeczeństwa bierze się z siły, niezależności i świadomości JEDNOSTKI. Nigdy odwrotnie.
To czy pozwalam sobie na wykorzystywanie samego siebie nie zależy od decyzji polityków, “regualatorów cen” towarów i usług, ale ode mnie. Od mojej decyzji. Kiedy dla siebie jestem ważny Ja, wtedy reguły i mechanizmy społeczne schodzą na drugi plan, bo przestaję być owcą w owczym pędzie, a staje się panem i władcą swojego życia.

I tak wyuczeni bezradności, mamieni telewizyjnym bełkotem, tańczymy w rytm nie swojej melodii, nie swój taniec, na śliskiej podłodze. A nasza bezradność to ciasne buty, które dziś nosimy jedynie przez brak świadomości, że możemy je zmienić. Oglądając się na to, co kto myśli, tkwimy jak owca w stadzie pędzeni nie wiadomo gdzie. A skoro tak, to nadal kulturowo jako społeczeństwo tkwimy w niewoli. A rzekoma demokracja, jest jedynie pustym hasłem którego nie rozumiemy.
Uprawiamy ją jak warzywo z innej planety, brodząc po omacku, nie wiemy jak.

Wolność i siła w społeczeństwie nie wymaga jednak absolutnie żadnych silnych struktur zewnętrznych. Ta silna zewnętrzna struktura państwa, społeczności, a nawet rodziny bierze się z silnego Ja jednostek (jest wręcz efektem ubocznym, wypadkową sił jednostkowych, jak w fizyce). Szanuję siebie, jestem silny.
Silna komórka, silne organy, silny ustrój, silny organizm, silne państwo.

Bo ważny jesteś Ty.

Ale nie Ty na transparentach wyborczych bo to kłam. Nie Ty na wiecach.

Ty dla Siebie.

Szanujesz się ?

MW

 

Reklamy
Opublikowano Ogólny | Otagowano , , , , , , , | Dodaj komentarz

Przyjaciel

Mniej więcej rok temu – o właśnie tutaj https://sojkapitan.wordpress.com/2016/06/17/teraz-tak-mam/ pochyliłem się nad wszechobecną znajomością fejsbukową, która w owym czasie wzbudziła mój niepokój.
Odniosłem wtedy wrażenie, że fejsbuk staje się płytkim substytutem głębokich międzyludzkich relacji. Krótko mówiąc jest iluzją przyjaźni, a w kwestii znajomości pełni rolę boi która podtrzymuje sztucznie – jak respirator, to co w prozie Życia zwykło zwyczajnie umrzeć. Umrzeć choć raczej zostać zapomniane, ponieważ wiedza o nas i naszych relacjach jest w nas żywa na zawsze. Zwykle jest tylko spychana do podświadomości, jako nieużywana i nieobecna w “tu i teraz”.
Z tą znajomością jest jak jest, na fejsbuku są ich setki, tysiące, miliony. Jaką moją wartość owe znajomości każdy wie. Czasem bardziej, czasem mniej spięta fotka dzieciątka, pijanej gęby osobistej, czy psiapsiułkowate selfie. Czasem wywód głęboki, czasem subtelna wrzuta o sąsiadce, co to w nas wywołuje “wkurwensus maximus”, czasem hejt tak zwany – czyli gówno w pocisk zapakowane, wycelowane i dostarczone pod konkretny adresu wuwuwu.

Ale nie o tym dziś, nie o tym. Bo “to” jak już napisałem wcześniej wartość ma wobec życia taką, jaką dla mojego własnego samopoczucia kurtka na manekinie za 3 tysiące dolarów. Fajnie że jest i wygląda nieźle tylko to nie dla mnie, nie moje, nie w moim życiu. Zatem prawdziwa w moim życiu nieobecność, a ubrany w głowie ciuch to iluzja.
Znajomy to taki właśnie nieosiągalny ciuch za 3k. Jest za szybą i wygląda wspaniale, ale jest nie z mojego świata. Fejsbuk zaś to galeria wypasionych osobliwości, dla których we własnym domu (Życie) stworzyłem salon za szybą, do którego nie mam dostępu. Cóż za wybitny pomysł, odebrać sobie prawdziwą przestrzeń, na rzecz pomieszczenia za szybą…!
A ponieważ uznałem to niedawno (moje spojrzenie na fejsbuka) za pewnik pozbyłem się tej nic nie wartej galerii zajmującej niepotrzebnie miejsce w moim Życiu.

Pozbawiając się fejsbuka, zamiast licznych znajomości, którzy nie pomogli mi w życiowych chwilach samotności (iluzja), dałem sobie w zamian cudowną rzecz.

Prawdę.

Prawdą jest fakt, że w moim życiu bez już ok 200 znajomych nie zmieniło się zupełnie nic.
I wiecie co ?!
Bez fejsbuka nie ma ich w moim życiu dokładnie tak samo, a to znaczy, że nigdy (w czasie fejsbukowym) ich nie było. Fejsbuk to kłamstwo, iluzja.
Czym jest zatem fejsbuk ?
Aha… . To dalej nie o tym, o czym miało być, ale do tego jeszcze dojdę – cierpliwości 🙂
Skoro już, jak to eksperymentalnie na sobie doświadczyłem, fejsbuk nie dawał mi nic poza ułudą, że ktoś jest obok, co dawał naprawdę ?
Otóż nic. Fejsbuk to przedsiębiorstwo do zarabiania pieniędzy, któremu jesteś baaaardzo potrzebny do ….oglądania reklam.
Twoja rola na fejsbuku to “być odbiorcą reklamy”, za co firmy i korporacje płacą fejsbukowi pieniądze. I Ty mój przyjacielu jesteś tam po to, żeby patrzeć, klikać, lubić, kupować i napędzać konsumpcyjny styl życia. Patrz i płać.
Właściwie to odkryłem właśnie faktyczne przesłanie fejsbuka, jego przedmiotową maksymę – patrz i płać 🙂
A ponieważ reklama kłamie, o czym pisałem tutaj: https://sojkapitan.wordpress.com/2017/09/25/lekarstwo/, a ja nie znalazłem dla siebie uzasadnienia do podtrzymywania nieobecnych znajomości – trach – usuń, żegnaj, co złego to nie ja.
Jest tak samo. Moje życie nadal zależy tylko ode mnie. Ci którzy byli naprawdę, nadal są w moim Życiu. Znajomych, jak nie było tak nie ma.
Jeśli potrzebuję informacji znajduję je w licznych serwisach informacyjnych.
I nie interesuje mnie czy Zenek lubi kufaje w kwiaty a Kaja krawaty i wanaty.
Who cares…
Bez fejsbuka opada mgła iluzji i wraca do nas prawda o nas samych, zwykle ta niechciana. Bo jaką ma teraz wartość spacer z synem, skoro jest tylko spacer. A jak nie skadruję tego zdjęcia uśmiechniętego na kolejce górskiej z synem i córką, to jaki to wogóle ma sens, skoro nikt tego nie zobaczy. Na fejsbuku żyjemy dla pozorów, uwielbienia, dla iluzji. Nie dla dzieci, nie dla spontaniczności, nie dla miłości. Bo chcemy być ocenieni i chcemy być ocenieni dobrze. Tego nas nauczono w domu, a szkoła dopełniła zniszczenia. System ocen.
Jesteś dziś na piątkę, z tym uśmiechem na piątkę z plusem, ale ta katana na trzy, więc razem wypadasz na 4 i pół.
I teraz Ci piszę – Słit focia zajebka, czyli zwerbalizowane cztery plus. Bleeee.
Fejsbuk jest płytki, a od Ciebie zależy czy chcesz mieć płytkie Życie. Czy chcesz Żyć naprawdę i doświadczać powietrza, ziemi, ognia i wody dla Siebie i Swoich zmysłów, dla prawdziwej bezwarunkowej obecności z własnym dzieckiem?
Obserwujmy dzieci jeszcze w przedszkolu, w szkole może być już za późno. Uczmy się doświadczać świata od dzieci, zamiast zarażać ich naszym często zepsutym.
Kiedy mój syn wycierał rękawiczki w żywopłot idąc chodnikiem, kazałem mu się o niego nie ocierać. Choć miało to miejsce ok 3 lata temu do dziś jest we mnie ta refleksja. Oczekiwałem od mojego syna, że nie będzie doświadczał świata dziecięcą ciekawością bo się ubrudzi. Ponieważ w kulturowym przekazie od pokoleń funkcjonuje kłamstwo, że dziecko powinno być grzeczne i się nie brudzić.  Szeroko rozumiana kultura nie tylko jest zbiorem naszej tożsamości społecznej – w tym narodowej, ale również zbiorem licznych kłamstw, które niszczą spontaniczność, kreatywność i radość życia.

Dziecko to skarb i zwrot w życiu każdego człowieka, ponieważ wraz z jego narodzeniem dostajemy życiową, boską  szansę, by się narodzić od nowa. Od nowa nauczyć się spontaniczności, radości, prawdy i obedrzeć się z kulturowych kłamstw.
Brrr trochę powiało smutkiem, ale taki ów kulturowy świat jest, często smutny.

To teraz o tym, o czym miało być. Spontanicznie pisać, to często zbaczać z obranej ścieżki, to podążać za głosem z wnętrza, dlatego zamiary to jedno, a finisz często jest w zupełnie innym miejscu. Tym razem obrazu dopełnię tym co zaplanowałem 🙂
Wracamy na drogę prawdy. Było już o iluzji, było o prawdzie. Roztaczając smutne refleksje dobrze dla równowagi pokłonić się nad tym co dobre.

Przyjaźń i nienawiść.

Kto liczył na definicję przyjaźni w jednym zdaniu niech poprosi “Wiki”. W Życiu takiej definicji nie ma. Jest za to Prawda, a tam gdzie ona, tam przyjaźń, bliskość i obecność.
I to jest właśnie cel i sens życia. Czuć i czuć dokładnie to co napisałem – przyjaźń, bliskość, obecność. Te trzy wspaniałe stany ducha zawarłbym dość luźno w jednym szerszym pojęciu, które wszak wymyka się wszystkiemu co nazwane, zwerbalizowane. To Miłość.
Miłość jest wszystkim tym co prawdziwe. Jak więc poznać przyjaźń, która z niej pochodzi.
Pierwsza rzecz odnaleźć ją w sobie. Pewien znany król i mędrzec – Salomon stał się źródłem przysłowia – z pustego i Salomon nie naleje. Jeśli więc nie masz przyjaźni w sobie, sam sobie nie jesteś przyjacielem, jak chcesz nią obdarować innych. Jak chcesz ją odnaleźć zamykając bramę do niej w sobie. Bez przyjaźni do siebie nie ma przyjaźni do innych. Bez miłości do siebie nie ma miłości do innych. Jak łatwo zauważyć tak samo jest z nienawiścią, czy lżej  niechęcią. Jakże łatwo ludziom nienawidzić innych (patrz: fora internetowe, żółć leje się siłą wodospadu Niagara), ponieważ sami są przepełnieni nienawiścią. Osoby nienawidzące, czy gardzące innymi w imię słusznych racji czy idei, są po prostu przepełnione nienawiścią i pogardą, a ich słuszne racje są jedynie zbudowaną iluzją, murem dla obrony siebie przed stwierdzeniem tego oczywistego logicznego faktu. Tak mam w sobie nienawiść i pogardę. Więc jeszcze raz jeśli nienawidzisz, to nie kogoś, tylko masz to w sobie i do tego jesteś zdolny TY. Nienawidzący po dwóch stronach barykady to jedno, jesteście tym samym. Biały marsz kontra czarny. Skoro Twoja jest racja, to zapewniam Cię – w tych po drugiej stronie widzisz jedynie lustro i swoje niechciane Ja.

Jak darzysz kogoś miłością, to masz ją w sobie i jesteś nią przepełniony. Znikają troski, obawy, lęki. Jest tylko bezmiar dokoła. Jest czysta obecność i czysta pozbawiona ocen i weryfikacji (dziękujemy szkoło….) percepcja tego co Jest. Taki stan choć trudny do osiągnięcia nazwałbym niebem. To właśnie cel, nasza droga. Recz w tym, że prowadzi ona przez najciemniejsze zakamarki nas samych, w których musimy zmierzyć się z prawdą. Tak jestem zdolny do nienawiści, a Ci tam to nie są “źli”, tylko moja percepcja rzeczywistości przez “zło” które noszę w sobie i jest częścią mojego umysłu.
“Zło” to nie część głębokiego Ja, tylko kody w umyśle (ego), negatywistyczne, wartościujące, oceniające. Ich odnalezienie, zobaczenie ich absurdalności, to właściwy, realny cel naszego życia, niebo i błogość są na samym końcu.
Stany ducha, uczucia, emocje nie są bez przyczyny. Mają zawsze swoje źródło w Tobie.

Przyjaźń i Ja.

Pora na przyjaźń. Pisząc co chwilę zbaczam z obranej ścieżki, bo wiele wątków wymaga podkreślenia, tyle jest rzeczy ciekawych. Jest też i tak, że nie jestem ekspertem od przyjaźni. Od czasów dzieciństwa zapomniałem o przyjaźni do siebie, a szacunku do siebie, o uznaniu dla siebie. Z tego samego powodu trudno mi znaleźć przyjaciół w świecie. Trudno jest każdemu, kto nie potrafi być prawdziwy i obedrzeć się z iluzorycznej, gównianej potrzeby bycia idealnym. A przecież gdybym był idealny istnienie straciłoby sens, nie byłoby drogi rozwoju, a Wszechświat rozpadły się i zaczął formować od nowa (no może nie z mojego powodu, ale gdyby stał się idealny to kto wie :-))

Pogubiłem się w gąszczu teorii, sam już nie wiedząc, szukając nieraz rozpaczliwie sensu, sposobu, drogi do siebie. A jej się nie da znaleźć na zewnątrz. Przyjaźni, drogi.
To hollywódzki szajs, z filmów, ckliwych, wyreżyserowanych, mnie to się nie sprawdziło, nawet jeśli się wydawało prawdziwe. Może dla kogoś było, może to jego droga, kto wie.
Kocham siebie wtedy kiedy jestem z sobą szczery. Tak jestem leniwy i czasem mi się nie chce, bywam powierzchownie zaangażowany. No skoro już to wiem i nie okłamuję się, że jest inaczej to teraz mogę to zmienić. Pierwszy krok, drugi, powoli.
Szanuję siebie i kocham kiedy jestem w zgodzie z sobą. Jak mówię, że nie kupię masła za 7 złotych i nie kupuję to kocham siebie i darzę się przyjaźnią, bo z niczym nie walczę. Po prostu tak czuję.
Przyjaźnię się z sobą kiedy wypieprzam fejsbuka bo to fałszywy świat z dala od potrzeb mojego serca. Bo znam potrzeby mojego serca i wiem że lubi zaangażowanie, przyjaźń i to co prawdziwe. Nie przepada za blokami i światem z betonu, kocha las, góry, słońce, chmury, deszcz, wszystko o ile nie musi być sterylne i hujowo równe.

Moje serce kocha przestrzeń i ma w dupie płacić 27zł za bilet w kinie po to, żeby zobaczyć reklamy. Szanuję siebie, więc do kina przychodzę 15 minut “spóźniony”.
Rzygam reklamą i bryzgającym z nich kłamstwem, dlatego hujostwa nie oglądam, bo to uwalnia moje serce do kłamstw.
Przeklinam często nie dlatego, że mam ubogi zasób słownictwa, ale genialnie w te słowa wpisują się stany i emocje, które w nich uwalniam. A jeśli kiedyś odkryję, że jest inna droga do wyrażania tychże słów i myśli, to się tego nauczę i będę już innym człowiekiem. Ponieważ kocham się rozwijać i uczyć nowych rzeczy, o czym często zapominam.
Z miłości i szacunku  do siebie unikam “walczących” o prawdę orężem tych których nienawidzą. Skoro nie widzą podobieństw, niech się pławią we własnym gównie przypinając sobie czarne i białe łaty. Niech naparzają się w marszach czarnych i białych, a ja będę patrzył z podziwem na Jezusa, który umarł za ludzi i Gandiego, który powiódł ludzi bez broni przeciw uzbrojonym w karabiny, bo obaj wiedzieli co znaczy “zło dobrem zwyciężaj”. Bo Ci byli prawdziwie wielcy. A ja jestem Ja.
I kiedy czasem sobie o tym przypominam, zrzucam łuski z powiek, świat jest jakby bliżej, bo ja jestem bliżej świata. I teraz dopiero mogę iść w stronę przyjaźni. Nie idealny, sztuczny, fejsbukowo-hujowy, ale prawdziwy, taki właśnie ja. I wtedy właśnie nie idealny, fejsbukowo-hujowy Ja jestem zdolny do przyjaźni prawdziwej. Nie idealnej sztucznej, hujowej, ale prawdziwej.

I teraz Ci napiszę prawdę do tego zdjęcia z 3 marca 2016. Wyglądałaś hujowo, bo wysmarowałaś się samoopalaczem i miałaś we włosach tyle lakieru, że przechodzący nad Europą niż, rozbił się o nie i rozdzielił na dwa mniejsze niże, a ten drugi co skręcił na południe wywołał w Bułgarii tornado i teraz to jest twoja wina. Mogłem Cię okłamać i napisać, że wyglądasz zajebiście, ale przyjaciele winni sobie mówić prawdę. No właśnie.

Ps:
Wpis dedykuję dla Packi – reporterki, blogerki, a nadto terapeutki pscyhodynamicznej z Monachium, która zainspirowała mnie do rozważań na temat przyjaźni, umieszczając mnie i mój blog na swoim blogu. Ooooooo, to jest szalenie miłe. Takie właśnie przyjacielskie.
http://dziarskowchmury.pl/

Marcin Węcek

Opublikowano Ogólny | Otagowano , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Lekarstwo

Obudziłem się około piątej. Nooo nareszcie. Ciach witaminki, bo bez tego jest się ospałym i apatycznym. Tak mówił doktor w telewizji. Wziąłem dwie, to będę bardziej zdrowy pomyślałem. Nie zastanawiając się długo, łyk jedną, łyk drugą. Zdrowie jest najważniejsze. Teraz w pełni mogę się wyprostować i coś zjeść. Ale hola hola – masło, a co z wątrobą ?
O nie, mnie nie złamie jakiś tam tłuszcz. Myk proliver wątrobodeks i teraz wątroba jak ze stali. Ha! A żołądek? Byłbym o nim zapomniał, a przecież lekarze w telewizji ciągle powtarzają, żeby dbać o żołądek. Kocham mój żołądek i nie będzie go męczyć jakieś tam niezdrowe jedzenie, notabene w tym samym czasie reklamowane na innym kanale. Żołądkovixs spłynął po ścianie gardła. Dobry Panie, jak dobrze, że w telewizji  jest tylu lekarzy za darmo. Wtedy zrozumiałem, że nasza służba zdrowia wcale nie kuleje. Ona po prostu teraz jest w telewizji i to całkiem za darmo. Tylu wybitnych specjalistów, wszystko ciągle dostępne 24h na każdym kanale. Tyle dla mnie człowieka miłości….ech. Uwiedziony tą myślą  zszedłem po schodach i już chciałem wyjść z klatki schodowej, kiedy krople deszczu zmąciły mój spokój. Ja pierdole bym narobił! Tyle zabiegów tyle pysznych leków dla zdrowia, a ja wszystko zepsułbym swoją ignorancją.
A gdzie gripkomix dla wzmocnienia przed grypą, a ruttinohepiks przeciw kaszlowi…?
Jeb kamaszki w górę i po schodach klap klap klap. Zamek, klucze, drzwi – już jestem w środku z powrotem. Nałykałem się syropów i pigułek dla zdrowotności. Jestem transformer teraz, teraz nie złamie mnie nic. Patrzę na zegarek, …co kurwa, już siódma?! Tak się zdenerwowałem, że z tego wszystkiego rozbolała mnie głowa. O żesz, grrrrrr.
Myk zjadłem te cudo od goźdzkowej i zagryzłem apapem dla poprawy skuteczności.
Doktory w tv mówili, żeby łykać pastylki kombo, wtedy są bardziej skuteczne. A, że byłem zdenerwowany nielicho to zapodałem jeszcze kilka drażetek tego na uspokojenie od Marysi z emjakmiłość. Nooooo jestem gotów “na maksa”. Teraz jestem człowiek ze stali. Buty na nogi zakładam odpływając lekko w prozdrowotnym transie. Bach jeszcze chwila i bym zapomniał,… a nie, przecież ja zapomniałem. Zapomniałem, bo nie wziąłem tego na pamięć z wątroby szczura tajlandzkiego. Szybko się zrehabilitowałem, łyknąłem 2 łyżeczki płaskie. Idę do drzwi. Teraz jestem już całkiem kompletny. Zakładam buty już chyba 3 raz, ale zachowuję spokój po syropie od Marysi. Wyszedłem kiedy tuż przed windą zaatakowała mnie myśl niecna. Mam po południu basen a tam w chuj grzybicy pełno, w telewizji mówili, a oni by mnie nie okłamali. Ech lekarze z telewizji, tyle zdrowia im zawdzięczam. Wracam, spokojem niezmąconym wiedziony, buty ściągam raz czwarty. Kocham telewizję i lekarzy z TV.
Wysmarowałem stopy maścią na grzybicę, pod palcami nałożyłem grubo. Profilaktycznie posmarowałem stawy i mięśnie innym specyfikiem, bo to ważne. Wtarłem też w krzyż i łokcie, bo nigdy nie wiadomo. Na basen dodatkowo wziąłem szampon na łysienie i koloryzujący bo te inne są niedobre – w telewizji mówili.
Skoro już zadałem sobie takiego głaska pomyślałem – uhonoruję się jeszcze magnezem. Tym bardziej, że bez niego ponoć nie da się żyć, wszystko sakcze – mięśnie, obraz.
Idę na całość. Przyjąłem 2 kapsułki – tego dobrego, co się whłania, bo te inne się nie whałaniają. Płaci się ale się nie whłaniają. Odparowywują w przełyku i ulatują do stratosfery.
Ubieram buty, piąta odsłona, wszystko dla zdrowia. Jeszcze nie nacisnąłem klamki,
a w jelitach gwizd. Nooooo jeb, nie wziąłem na biegunkę, ale skąd jak, po czym…?!

Przecież jem tylko zdrowe rzeczy.

Dostałem drgawek, gorączki, wysypki, zapalenia otrzewnej i zwichnąłem piątą klepkę. To ostatnie z głębokiego rozdźwięku pomiędzy prawdą, a bzdurami, które napisałem
nawet jesli w formie żartu.

Wszystkim ludziom przypominam, że koncerny farmaceutyczne kochają tylko pieniądze i dla nich są w stanie doprowadzić do ruiny nie tylko Wasze portfele, ale i zdrowie.
Z zasady nie dotykam wszelkich suplementów, nie wierzę, w paranaukowe bzdury
o suplementacji jako sposobie na dopełnianie zdrowia. Wychodząc z gabinetu lekarskiego w aptece dokonuję wyceny po czym wypierdalam (nie wyrzucam – wypierdalam!) wszystkie drogie leki, w sensie – nie kupuję ich. Nigdy z tego powodu dodatkowo nie chorowałem, nie przeciągnąłem choroby, ani nie miałem żadnych powikłań.

Kiedyś poszedłem z kaszlem do lekarza, wyszedłem z receptami na 90 złotych. Pan lekarz medycyny rodzinnej zbierał za pewne na kolejne w roku wakacje.

Nie twierdzę, że lekarze są źli, ani wszystkie leki złe. Wielu jest wspaniałych, bo  i takich wspaniałych ludzi lekarzy poznałem. Widzę jednak biznes, który człowieka jako wartość ma na ostatnim miejscu. Szczególnie widać to przy lekach dla dzieci. Żeby kupić szczepionkę skojarzoną i oszczędzić dziecku bólu trzeba zapłacić. W przeciwnym razie dziecko doświadcza bólu i traumy trzykrotnie.  

Staram się pamiętać, że poza tym co genetyczne, większość chorób ma swoje podłoże głęboko w psychice. To z kolei wynika z rozdźwięku pomiędzy związkiem człowieka z naturą, a odnaturzeniem, natrętnym czyściactwem, miejsko – maniakalnym, klarownym, konsumpcyjnym trybem życia.
Gdzie las, gdzie zapach powietrza, gdzie dłonie w trawie, gdzie tupanie z dzieckiem w kałuży i zabrudzone błotem ubrania. Gdzie nieskrępowana radość eksploracji natury w zwykłych trampkach, tanich spodniach, bez otoczki profesjonalizmu, komercyjnego kłamstwa i butów za 500zł ?
Gdzie uśmiech z jedzenia rękami kiszonej kapusty, która ma więcej witamin niż te super suplementy razem wzięte?
Z przyzwyczajenia już przełączam radio co chwilę, bo nie jestem w stanie słuchać tych pseudomedycznych bzdur. Straciłem wiele szacunku do ludzi, którzy oddali własny wizerunek dla reklamowania leków, chociaż żaden z nich nie cierpiał głodu. Łatwo dla pieniędzy sprzedać duszę.

Dbając o swoją pamiętam, że nie jestem lepszym człowiekiem w spodniach za 300zł i butach za 400zł. Tak jak dobrymi i wartościowymi są ludzie, którzy je noszą. Chodzi o to, że w dobie konsumpcjonizmu dobra materialne są jedynie dodatkiem do celu jakim jest życie, a nie celem życia. Celem jest rozwój i radość. A leki i telefony za 3 tysiące, telewizory ultra 3k, 4k, 5k, to nic… Kiedy już je posiądziesz, zobaczysz, że to nic. Ładniejszy obraz nijak nie wpłynie na radość życia. Ponieważ reklama kłamie, ponieważ szczęście nie kosztuje nic, a zdrowia nie można kupić w aptece.  

Marcin Węcek

Opublikowano Ogólny | Otagowano , , , , , , , , | 3 Komentarze

„Grzybiarze”

To teraz ja. Większość już zdążyła pochwalić się zbiorami grzybów. Wydzieramy matce naturze jej owoce jako jej prawowici synowie i córki. Nasz las. Nasze grzyby.

Przedstawiam Wam moje zbiory (spokojnie miałem też kilka dorodnych prawdziwków, sporo podgrzybków i mnóstwo kań:-)).

Z roku na rok w lesie obserwuję coraz więcej butelek, foli i śmieci przemysłowych.

Za 5 lat, zakładam, nie będę w stanie przejść 10 kroków, żeby nie wpaść na butelkę lub folię. Mieszkam w mieście i las to jedyny dziewiczy teren jaki mogę znaleźć w swojej okolicy. W tym przypadku odwiedziłem okolice Dzierżna. Kiedyś było tam naprawdę pięknie. Podobnie pięknie było zapewne w Lesie Łabędzkim i Miechowickiej Ostoi Leśnej. To najbliższe mi tereny leśne, z którymi czuję się związany. Tym bardziej boli mnie niepojęta dewastacja natury i tych miejsc.

Zastanawiam się kim są ludzie, którzy wyrzucają tam puszki po piwie, papierosach, butelki po napojach. Jakie macie skojarzenia, kiedy patrzycie na te zdjęcia ? Co macie macie ochotę powiedzieć twórcom tych pejzaży?
Skurwiel, brudas, świnia (proszę nie obrażać zwierząt – podobne wynaturzenie przypisane jest jedynie człowiekowi).

Otóż przyjaciele, śmieci w lesie biorą się z BRAKU ODPOWIEDZIALNOŚCI ZA WSPÓLNE DOBRO jakim jest nasza wspólna przestrzeń. Nasz dzielnica, nasza okolica, nasz las, nasz kraj, nasz kontynent, nasza planeta Ziemia.

O ile patrząc na te zdjęcia łatwo jest powiedzieć skurwiele, brudasy, o tyle trudniej spojrzeć nam do własnego ogródka. Czyż na poziomie mechanizmu – braku odpowiedzialności za wspólną przestrzeń – nie jesteś czasem „grzybiarzem”.
Kiedy wyprowadzasz psa i ukradkiem odwracasz wzrok, żeby nie widzieć jak pies trzaska kupsko, to nie Ty…? Mój pies to akurat nie sra, on rzeźbi w brązie – proszę podziwiajcie! Tak samo właśnie „grzybiarz” ozdabia naturę.
Kiedy w sobotnie popołudnie wyjeżdżasz do rodziny odpocząć i zostawiasz psa w mieszkaniu. Pies 5 godzin szczeka i ujada tak, że wszyscy sąsiedzi mają sobotę spierdoloną to…., to nie ja! Zresztą jebać grzybiarzy. O tu jak na syfili,… i tu i tu.
Przykłady można mnożyć.
Każdy z nas jest czasem grzybiarzem. To pewnie miał na myśli Jezus mówiąc – kto pierwszy jest bez winy niech pierwszy rzuci kamieniem.
Popatrz raz jeszcze na zdjęcia i powiedz „skurwiele” z czystym sumieniem.
Piękne te zdjęcia prawda?

MW

Opublikowano Ogólny | Otagowano , , , , , | Dodaj komentarz

500 powodów do wstydu

Statystyki i prognozy ekonomiczne burzą naturalny kierunek rozwoju w motoryzacji. Do takich wniosków doszedłem przeglądając stronę Abartha.
Abarth wobec Fiata jest tym samym czym AMG wobec Mercedesa.
Osobistą stajnią, w której wypasa się najszybsze i najdorodniejsze ogiery. Oczywiście Mercedes wypasa więcej gatunków, ale co do zasady – pewne gatunki dostają to co najlepsze. Tym jest tuning firmowy.

Niestety, w przypadku Fiata zaczęto wypasać klacze.

Abarth nie daje bowiem tego co najlepsze, mającemu wybitne predyspozycje do stania się pełnokrwistym hot-hatch’em Fiatowi Punto. Ten przywilej zarezerwował dziewczyńskiemu Fiatowi 500.
Zgadzam się, że ten samochód jest ewenementem na rynku. Sprzedaje się rewelacyjnie, a wszelkie podróbki typu Opel Adam, są ledwie cieniem swojego protoplasty. Rzecz w tym, że bez względu na to jak genialnym marketingowo produktem jest Fiat 500, jest i będzie dziewczyną.
Hot-hatch to kierunek rozwoju męskiej części motoryzacji – nie dla VW Beetle
i nie dla 500’tki.
Mając więc Abartha 695 biposto, pod tunerskim szpanem i jak mniemam (nie testowałem) przyzwoitą technologią i tak są: falbany, grochy i kokarda.

I tak się zastanawiam czy gdyby Panowie Daimler i Benz konstruowali swoje pojazdy nie z pasji i chęci tworzenia, ale dla statystyk i prognoz sprzedaży, to czy Mercedes byłby dziś tym czym jest? Po drodze zapomniano o źródle, odcięto się od fundamentów. Teraz motoryzację tworzą ekonomiści.
Efekt:
Dziewczyny ścigają się z chłopakami.
„Usain Bolt” skacze o tyczce z „Anitą Włodarczyk”.
Pomieszanie z poplątaniem.

Na wypasie Fiat Punto, a tymczasem w stajni Abarth – 500 powodów do wstydu.

Marcin Węcek

Opublikowano Ogólny | Otagowano , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Każdy wie, to co chce

21462259_1368247243272956_632010383733944366_n

Takie zdjęcie przykuło moją uwagę. Niby wyraża prawo do wolności, niby w imię słusznych racji wstawiennictwo. Zawiera jednak pewien niepokój.
A gdyby tak trochę przyjrzeć się tym treściom.

 

 

Chcę żeby wszyscy chłopcy wiedzieli o tym, że:

Skoro w kulturze masowej funkcjonuje przekonanie, że piękno przypisane jest kobiecości – rozumiem, że uwolnieniem od tego kulturowego nakazu, jest stwierdzenie “nie muszą być piękne”. Analogicznym stwierdzeniem po stronie męskiej, gdzie uroda, jako element szeroko rozumianej męskości jest znacznie  poniżej zaradności i brutalnej, ciosanej siły jest  “Nie muszą być silni i zaradni”

Jeżeli  to chłopcom przypisane jest kulturowo wspinanie się na drzewa, to kulturowym odpowiednikiem zajęcia dla dziewczynek jest zabawa lalkami.
Analogicznie do “mogą się wspinać na drzewa” po stronie dziewczynek jest “mogą się bawić lalkami” po stronie chłopców.

Ponownie “mogą grać w piłkę”, tak więc chłopcy np. “mogą się bawić w dom”

“Nie muszą się uśmiechać”. Hmmmm, a co to za przymus? Ludzkie życie to pasmo najróżniejszych zdarzeń, w których te najbardziej budujące z punktu widzenia rozwoju okupione są bardzo dużym wysiłkiem, a nieraz cierpieniem. Trudno się uśmiechać
w bólu.
To stwierdzenie po stronie “dziewczynek” służy świadomemu różnicowaniu płci i jakiejś feministycznej arogancji.
Żaden bowiem człowiek nie ma obowiązku uśmiechać się doświadczając negatywnych uczuć, tak kobieta jak i dziewczynka, tak mężczyzna jak i chłopiec, tak żona jak i mąż, tak niezależna singielka jak i niezależny singiel.

“Mogą być silne”. Analogicznie do “nie muszą się uśmiechać” to stwierdzenie oczywistości. Mogą korzystać ze słońca, mogą jeść, mogą spać do 10…. A od kiedy ten rodzaj doświadczania wolności  – prawo do czucia się silnym, który jest procesem wewnętrznym i jednostkowym wynikającym z poczucia własnej wartości, jest prawem, a nie procesem i stanem psychiki? 

To nie żadne prawo. Poczucie siły, to stan głębokiego Ja.
W odniesieniu do siły nie chodzi zatem o stwierdzenie mogę – nie mogę, tylko jestem – nie jestem oparte na wewnętrznym przekonaniu.

“Nie muszą mieć męża” – “Nie muszą mieć żony”. Urzędowe poświadczenie stanu prawnego rodziny ma taką wartość, jaką nada jej w decyzji urzędnik, a wcześniej
w drodze ustawy czy rozporządzenia polityk. To nie prawo natury. To przepis, zapis. Co daje? W  mojej ocenie ułatwia rodzinie funkcjonowanie po stronie “prawnej”. Z drugiej strony nic nie ma tylko zalet, więc są i wady. Ot urzędnicze poświadczenie.

“Nie muszą chodzić w sukienkach”  brzmi buntowniczo, a czy równie buntowniczo brzmi “mogą chodzić w spodniach”? A co to za prawo, cóż za przywilej?
Chcą w spodniach – chodzą, chcą w sukienkach – chodzą w sukienkach, albo getrach.
A czy chłopcy “mogą chodzić w spódnicach”. No jak wobec powyższego dziewczęcego prawa, odebrać chłopakom taki przywilej. Prawo równości, to prawo które działa w obu kierunkach. 

“Mogą się złościć” –  tak jak z uśmiechaniem. Złość, radość – uczucia są, przemijają, doświadczajmy ich, nie analizujmy. Wszystko to można bez względu na płeć.
W powyższym kontekście prawa dla dziewczynek, które po prostu jest, owo stwierdzenie jest różnicowaniem płci, feminizmem. Tylko w jakim celu?

“Dziewczyny mogą mieć pracę”. A nie mają, nie mogą, kto tego broni? Wybór życiowej ścieżki to kwestia wewnętrznych decyzji, a nie politycznych gier. Jest obecna od dawna, tak samo jak stwierdzenie “mogą pozostawać na utrzymaniu męża, kochanka, partnera”, z której to opcji w różnych konfiguracjach wiele kobiet korzysta. To nie jest kwestia prawa, to kwestia wyboru własnej ścieżki. Teraźniejszość w naszej kulturze umożliwia taki wybór na poziomie nieskrępowanym.
A co z analogicznym uwolnieniem kulturowym po stronie mężczyzn “Nie muszą mieć pracy”, czy też “mogą pozostawać na utrzymaniu żon, kochanek, partnerek”?
Dajmy prawo i temu, skoro wolnością jest brak barier. Bo i takie historie Życie napisało wiele razy.

“Nie muszą mieć dzieci” A czy kiedykolwiek musiały, czy zawsze wszystkie chciały?
A co z mężczyznami? Czy wszyscy chcą, czy powinni mieć, czy wszyscy bez względu na płeć będą/nie będą rodzicami odpowiedzialnymi ? Kto powinien, a kto nie powinien dzieci mieć?
To rozsąd na poziomie własnej duszy, własnego głębokiego Ja. To wymiar wewnętrznej drogi i kierunku, nie zaś prawa. Podobne “prawo” to wymysł ludzkiego umysłu, tego samego, który stworzył rasizm, antysemityzm, apartheid, faszyzm, stalinizm.
Miłości, równości, solidarności nie tworzy umysł, tylko serce, głębokie Ja, dusza.
Umysł – Ego tworzy bariery, różnicuje, oddziela się, bo potrzebuje wyjątkowości, nie chce jedności.

Tak jak autor tego opisu praw dziewczynek nie tworzył sercem, poruszając się w barierach własnych ograniczeń. Jest w nim widoczny feminizm.
Reszty zawartych tamże stwierdzeń opisywać nie ma sensu. Podobne teksty – prawica, lewica, feminizm – to różnicowanie, twory egotyczne, które chcą istnieć “na wyłączność” a resztę “uśmiercić”. Ego – fałszywe ja, ma potrzebę wyjątkowości, lepszości, odrębności.

Ego nie pokona natury.
Człowiek to kurz, piach w losach Ziemi i Wszechświata i tylko kult ego i wynikająca z niego kultura zachodu, nadaje mu przekonanie o zdolności do ekspansji kosmosu.
A tak naprawdę zamyka się w czterech ścianach wątłych prawd.
Jesteśmy mali, a doświadczenie własnej wielkości, głębokiej wewnętrznej siły, może się odbyć jedynie poprzez uznanie tego faktu. Że jest się częścią czegoś większego
i nieskończonego. Że jest się jednością ze wszystkim, połączonym nieskończoną siecią wzajemnych reakcji.

Wolność to prawo do dowolności, wyrażana w działaniu “PO PROSTU”.
Wolnościowym jest działanie dla siebie.
Potrzeba dowodzenia racji już nie, ponieważ zakłada swoją wyższość nad innymi – „ja wiem lepiej, moja racja jest lepsza”…
Afiszowanie się, buta, walka o “prawdę  i wolność” to działanie  mające swoje źródło
w ego.
I nic ale to nic ani z prawdą, ani z wolnością nie mają wspólnego.

Marcin Węcek

Opublikowano Ogólny | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz

Parwannum 2345

Mój mąż proszę pani to z zawodu jest dyrektorem. I tyle dyrektorowi do zawodu, co prawa do skrawka ziemi nad Bałtykiem parawaniarzowi. Otóż jakiś Iks –  Wolverine nadmorskich plaż, nadał sobie na mocy dokonanej opłaty klimatycznej (eeech kolejny ciekawy temat – patrz Krupówki) prawo do zarządzania fragmentem plaży.
Zagubiony, ubrany w niesforny strój osobliwych przywar Iks ma bowiem prawo do bycia największym najeźdźcą od czasów  Czyngis Chana. Wstał rano o piątej, najechał plażę, osadził na zagrabionym kawałku ziemi parawan i nadał sobie prawo do własności tejże ziemi. Następnie po zaborze poszedł do domu spać, żeby tuż po dziewiątej, kiedy już odeśpi wczorajszego kaca objąć tron nad parawanowym terytorium.

Parawannum 2345 to jego rewir – osobliwa nazwa jego królestwa. Jego świat, jego planeta.

Ktoś kto przybył do Parawannum 2345 o 8.00 nie może usiąść na piasku. Nie może bo choć to ziemia publiczna, rodzima acz niczyja z osobna, jakiś egotyczny twór nadał jej samowolnie prawo własności. Kim są owi najeźdźcy?

Tu należałoby przenieść się do czasów przedszkola.

To jest moje – Krzyczy Staś.
Ale proszę Pani to Karol zaczął, bo to jest moje – odrzekła naburmuszona Krzysia.
Cicho dzieci –  Stonowała ich zapał przedszkolanka Grażynka.

Dzieci kłócą się o własność czyli zabawkę, bo nie rozumieją, że żadne z nich nie jest właścicielem tego co jest publiczne – przedszkolne. Że jedynie użytkują z tytułu ich przedszkolnego statusu zabawkę przedszkolną.
Wyobraźcie sobie, że jakieś dziecko, które przyszło o 6 rano do przedszkola zajęło  na własność Misia Najlepsiejszego Ptysia – króla wszystkich zabawek w przedszkolu (tak jak Parawannum 2345 jest najlepszym skrawkiem piasku na plaży).
Następnie Zdziś, który założył bana Misiowi poszedł do domu, żeby wrócić o 10.00 i teraz żadne dziecko nie może Misia przytulić. Bo dlaczego, że jak? Bo Zdziś powiedział, że to jest kurwa jego !

To teraz przyjrzyjmy się parawaniarzowi – najeźdźcy. Po pierwsze emocjonalnie jest jeszcze dzieckiem, ponieważ od czasów przedszkola nie zrozumiał, że tak jak zabawka w przedszkolu, tak kawałek plaży nie jest jego. Nadal ma problem z hamowaniem zaborczych popędów. Jego zachowanie związane z zawłaszczeniem ma bowiem u podstaw cechy agresji. Niestety jego przerośnięte ego stawia go ponad innych, co w dużym stopniu tłumaczy potrzebę oddzielania się od pozostałych – tych gorszych, którzy na rozmowę lub uśmiech nie zasługują. Plaża w jego mniemaniu nie jest miejscem publicznym, służy bowiem wyciszaniu się, choć zagęszczenie to średnio 2 osoby na metr kwadratowy.
Parawaniarz prawdopodobnie pomylił nadbałtycką plażę z ustronnymi polanami w Bieszczadach. Mało tego w jego wątłym światopoglądzie brak miejsca dla pamiętnych minionych lat, w których parawan służył ochronie przed wiatrem od morza. Nie ochronie jego zalęknionego ego, dla którego wszystko wokół jest zagrożeniem.

Do rozwiązania tegoż dziwnego zagadnienia parawaningu egotycznego został już tylko mały krok.
Rzecz pierwsza – faktyczne miejsce docelowe nie wywołujące uczucia lęku. BUNKRY! Tak dla parawaniarza najlepszym miejscem wypoczynku są Bunkry. Przede wszystkim zagęszczenie jest mniejsze niż 2 osoby ma metr kwadratowy, co pozwala na komfort i ciszę. Po drugie jak będzie się chciał okopać to na zewnątrz ma taką możliwość, a gdyby i ta opcja nie była dość  dobra dla PA-RA-WA-NIA-RZA, to może stworzyć wokół bunkra linię choćby Maginota.

Po drugie – szanowny parawaniarzu, jeśli wszystko wokół Ci przeszkadza, a ludzie są zagrożeniem dla Twojego ego (nigdy JA), to jak znosisz widok samego Siebie przed lustrem. Przecież oddzielając się od innych musisz czuć się w życiu bardzo samotny. Parwan na plaży a w życiu co? Za jaką maską się chowasz, czym się otaczasz, przed czym uciekasz ?
Pamiętam kiedy w latach 80-tch jeździłem do Sianożęt parawany rozkładało się tylko wtedy,  kiedy wiał silny wiatr. Nikomu nie przyszło do głowy, żeby używać ich do obrony przed stacjonującymi w Sianożętach notorycznie latającymi nad plażą
Migami 21.

Parwannum 2345 to nie planeta wolności. To mur.
Idea ludzkiej wolności, która w mediach i życiu również  zawsze wiąże się z ludzką solidarnością i jednością jest obecnością prawdziwą.
Czym prawdziwym jest budowanie muru na plaży wobec setek, tysięcy ludzi wokół.
Gdzie podziały się Nasze ideały –  Wolności, Równości, Braterstwa.
Dokąd zmierzamy.
Otoczeni parawanami na plaży, na piętrach bloków samotni.
Dokąd zmierzamy…?

Marcin Węcek

Opublikowano Ogólny | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz

Masło maślane

Nie dowierzam z każdym dniem coraz mocniej. Najpierw z 250g pod osłoną postawy na “nieobecnego józka”, obniżyli wagę kostki do 200 gram. No, że niby nie oni. Teraz uznali, że na “chama zdzicha” wyciągną mi z kieszeni 6zł i więcej za tą niepełną (oszabrowaną o 50 gram) kostkę.
Cena “prawie kostki masła” to już 6 złoty i więcej. ALe dlaczego?
Krowy jak stały na polu i w oborach tak stoją. Elektryczne dojarki i silne kobiece dłonie wiejskich kobiet nieustannie zbierają plon krowiego zapału pochłaniania wszelkich traw i pasz. Mleko płynie jak płynęło, krowy żro, dojarki dojo, a masło jeb – z 3,5 na 6 złoty do góry JEB!
Wu wu wu gogle kom i czytam dlaczego tak. I tu jak zawsze mądre głowy znajdują odpowiedzi na oczywiste dymanie klienta ubierając je we frazesy natury polityczno – ekonomiczno – rynkowej. Dla podniesienia wiarygodności zawsze jest o Unii Europejskiej, dyrektywach  i opinie prezesów mleczarni. Ta cała rynkowo-polityczno-ekonomiczna bzdura po zagłębieniu się w nią ma nawet logiczne uzasadnienie uznając procesy polityczne, rynkowe i ekonomiczne za faktycznie regulujące ceny towarów i usług na rynku. Jest jednak druga strona medalu.
Po odsianiu tych wszystkich para argumentów ugruntowanych na poziomie wielu dyscyplin naukowych  zostaję jeszcze Ja. Obywatel X i moja wolna wola oceny zjawisk
w zgodzie z moim własnym systemem wartości. Mój system wartości nie opiera się o żadną nie znaną mi wiedzę specjalistyczną, ale moje własne przekonanie i intuicję, w której czuję wyraźnie, że ktoś (spekulanci, politycy, elfy z tęczowej krainy…, nieważne…) próbuje mnie orżnąć.
I w ty miejscu niezależnie od tych wszystkich para naukowych pierdów, ubranych w specjalistyczne terminy, jestem Ja i moja decyzja.
Bujać to my panowie szlachta i dlatego nie jem masła do czasu powrotu ceny za “prawie kostkę masła”, czyli 200g do ceny poniżej 4zł.

Kocham masło, ale jeszcze bardziej kocham samego Siebie.

M.W.
PS:
Pozdrowienia dla Józków i Zdzichów – jesteście ok (..o ile nie regulujecie cen masła :-))
Kogoś musiałem ubrać w ciemne stroje i tym razem wypadło na Was.
Imiona statyści 🙂

Opublikowano Ogólny | Otagowano , , | 3 Komentarze

Google jest zajebisty, a Leroy Drożin jest hujowy

Mówią żeby nie oceniać, nie przeklinać. Miej sobie zdanie swoje, miej.

A Ty miej swoje miej.

Szyby w Octavii spędzają mi sen z powiek. Rano idę do wozu, a on wita mnie opuszczonymi szybami. Wietrzy się dla mnie. Miły z niej samochód tej Skody. Ale jak już pada, a ja popieprzam w laczkach domykać te frywolne przezroczyste trafle, bo Oktawka chce się wykąpać, to jest już dla mnie mniej radosne. A jednak postanowiła próbować mnie każdego dnia. Bach wieczorem szyby na full otwarte. Rano – niech czcigodny właściciel szefu ma wywietrzone – … i trzy znów schowane pod uszczelkę. A ja od kilku dni jestem coraz bardziej nerwowy. Bo przecież nie wiem kiedy Oktawka dogada się z Szefem i akurat załatwią mi mycie deszczem wnętrza. Bo ja przecież nie chcę.

Tak zniesmaczony obrotem spraw i buntem Oktawki postawiłem wziąć sprawy w swoje ręce.

Google.com i jeb czytam co to jest, że Oktawka opuszcza szyby. Czegoś nie trzyma, przekwita, bo jako 20-latka dojrzewanie ma już raczej za sobą. Pierwsza diagnoza – padła centralka. No ba!  Zwłaszcza, że otwieranie zdalne i tak nie działa od dawna. Zakupiłem czem prędzej układ startujący (pojechałem dosadnie, że niby jestem fachura – tak się łechcę nieraz :-D) Lb420 na Allegro i już nazajutrz zaopatrzyłem ją w ów narząd.
Pyk z pilota – otwarta, pyk – zamknięta. Jak nowa pomyślałem, a po sercu spłynął miód. Moment później, kiedy odpoczywała pod blokiem z okna zauważyłem, że w szybie nic się nie odbija. No bo jak ma się odbijać jak Oktawka znów zaczęła opuszczać.
Spokojnie stary, czasem trzeba się dotrzeć. Daj jej szansę. Oddech – jeden drugi trzeci.

www. google. com – „haj maj nejm is martin aj nid help”. Napisało mi, że wkładka, zimne luty w elektro-zamku i zamek master od strony kierowcy. Mam diagnozę. Pierwsze śliwki robaczywki wiadomo, ale teraz to już nie przelewki. Teraz już wiem na pewno.
Dalej YT i film o tym jak się dobrać do zamka. YT też jest zajebiste tak jak Google.

Poza tym, że miałem powiedzmy – wszystko czego mi potrzeba, potrzebowałem jednego nietypowego śrubokręta – T20. Pojadę, zagaiłem do siebie w myślach, do Leroy Drożin – marketu budowlanego w Gliwicach i kupię. Tam jest wszystko.
Nie myliłem się. Znalazłem nawet upragniony T20 – Made in Germany – zajebisty. I nagle „O”/„oooo” zdziwiłem się. Cena za śrubokręt 36,99. Kurwa, może to błąd, bo tu powinny być kosy spalinowe, albo pilarki do drewna, sprawdzam jeszcze raz: 36,99 mały pospolity śrubokręt. Szukałem kogoś obok z obsługi, żeby mu pojechać na pracodawcę, że przecież są pojebani, ale nie było nikogo. W klasycznym markecie nieopodal, piękny T20 z fajniejszą rączką, kupiłem za 4,99. Made in China jak się patrzy, ale śruby odkręca jak złoto. Pewnie dlatego, że śruby odkręca specyficzna końcówka a nie napis „Made in Germany”. Ale Bossy w Leroy tego nie wiedzą. Że w narzędziach opieramy się na narzędziach, a nie napisach na metce. Dlatego właśnie bezsprzecznie uważam, że Leroy Drożin, odmiennie niż Google i YT jest Hu JO WY.

Ostatecznie szyby hulają jak mają ochotę, a Oktawka wymaga mecha-socjalizacji.

To jeszcze nie koniec.

Opublikowano Ogólny | Otagowano , , , , , | 4 Komentarze

„Bogaci i biedni”

Do wczoraj myślałem że roszczeniowość i sakramentalne „należny mi się” to wyłączna własność klientów ośrodków pomocy społecznej. Od wczoraj uznaję to za cechę narodową. Jej mianownikiem jest zawsze lenistwo, a licznikiem najczęściej pospolite buractwo. Buractwo to między innymi owo sakramentalne „należny mi się”.
Niedzielne popołudnie, wykwintny pejzaż paniówkowych ( albo paniówkowskich..?) pól z wplecionym w leśną ścianę dębów, jesionów i buków – Białym Domem. No nie taki on znowu Biały i nie taki to znowu – dom. To bardziej ekskluzywny wielobryłowy
i wieloprzestrzenny kurort przybrany drzewiem, fontanną, skwerkiem, zagajnikiem, skrytą ławą, wellness, spa, no… luksusem ocieka każdy kąt.
Ale owi luksusowi goście do wczoraj tylko jawili mi się jako ludzie z wyższych sfer – ci, których stać, bo mają to „coś”. Nie wiem co mają, co sprawia, że „ich stać”, ale wiem co stawia ich w jednej linii z wzgardzoną przez nich „patolą”. Jedni i drudzy żyją w ułudzie, że „im się należy”.
Jedni – bo są tacy biedni, że im się należy. To ludzie z tendencją do robienia z siebie sierot, którymi należy się zaopiekować.
I drudzy – nowobogaccy, co są tacy bogaci, że im się należy, bo im się kurwa należy wszystko. Na poziomie człowieczeństwa nie dorośli jednak do tego, żeby zadać sobie trud (wracamy do mianownika – lenistwa) i doczytać w umowie, albo dopytać w rozmowie, czy to co jest faktycznie zostało ustalone, w takim stopniu, w jakim „wydaje im się” – że zostało.
Na dmuchanym zamku do godziny X wynajęte animatorki opiekowały się dziećmi. Później przestały, bo skończyły pracę. Dzieci kupą zaczęły szturmować zamek. Całe szczęście był dmuchany, bo napór był potężny. Ordy dziecięcych zastępów przerwały wały i falami zaczęły zjeżdżać jedne po drugich.
I słusznie jakiś rodzić zbulwersował się sytuacją, że przecież jest niebezpiecznie. Było.
Najmniej winny był oczywiście ów rodzic – ten i inni zbulwersowani. Bo przecież obowiązek zapewnienia bezpieczeństwa dziecku nie wynika z jego miłości, moralności, ani na gruncie prawnym kodeksu rodzinnego i opiekuńczego. Nie, on spoczywa na gruncie przekonania „że jemu się kurwa należy”.
Komunia Święta jest świętem dziecka, ale biedna matka akurat dziś ma potrzebę dywagacji o spoconych pachach wujka Stefana i akurat jej dziecko ma mieć opiekę zapewnioną. Bo jej się co – NA LE ŻY!
To właśnie sprawia, że mam w sobie takie oto głębokie przekonanie. Przekonanie, że wspomniane pospolite buractwo jest pewnym zbiorem cech, który jest spoza obszaru materialnego. Zatem dotyczy ono w identycznym stopniu biednych i bogatych.
I tak właśnie pospolity burak zasiądzie za stołem karczmy „Krzepki Zdzich” i restauracji rozświetlonej przez 3 gwiazdki Michelina.

PS

Jeśli choć przez chwilę poczułeś się pospolitym burakiem, nie martw się. Niemal każdy nim czasem bywa. Grunt to nieustanne uczenie się szacunku do innych ludzi, nie ocenianie ich i pytanie o wszystko z dziecięcą ciekawością.
I pamiętaj to równie sakramentalnie co tekst każdej złożonej przysięgi
– nic Ci się nie należy, ponadto co już masz.

M.W.

Opublikowano Ogólny | Otagowano , , , , , , , , , | Dodaj komentarz