Tata też może urodzić…

Ja nie wierze. Albo jest tak, że promowane przez UE i liberalno lewackie polskie ugrupowania polityczne dewiacje psychiczne są chorobą, albo nową wersją normalności. Ale jeśli to jest nowa normalność to dokąd ona prowadzi.
Patrzę na przemarsz ludzi ze środowiska LGBT (celowo nie nawiązuję do tęczy, bo tęcza jest zjawiskiem fizycznym czyli prawdziwym, a nie płodem chorego umysłu, stad nie widzę powodów, żeby oddawać ją ludziom chorym), a na jednym z transparentów jest napisane, że transseksualny tata też może rodzić.

Teza LGBT – tata może być mamą….!

Oczy przecieram ze zdumienia, patrzę, czy aby na pewno siedzę, bo może upadłem, uderzyłem się w głowę i mam przewidzenia.
Przecieram oczy raz jeszcze, no nie….
Dokąd ten absurd zmierza….?!
To teraz jak WHO uzna, że dzień jest nocą, to noc będzie dniem…?
To teraz rośliny będą fotosyntezę przechodzić w udziale mroku, bo tak powiedziało WHO…, albo UE….? I od tej chwili rośliny nie będą wytwarzać tlenu, bo WHO i UE powiedziało, że można w nocy, nawet jeśli to biologicznie całkowicie niemożliwe… ?!
Bo według WHO i UE prawa fizyki i biologii nie będą udziałem doświadczenia, tylko karykaturalną tezą wymyśloną przez ich przedstawicieli.

Rozumiem, że teraz WHO i UE uzna prawo ciążenia, za dowód na to, że natura jest w zmowie ze środowiskami prawicowymi i celowo próbuje dyskryminować ludzi otyłych…? To kiedy stwierdzenie „otyłość” zniknie z kanonu pojęć medycznych i zostanie uznane przez WHO i UE za przejaw dyskryminacji…?

Do znudzenia będę powtarzał, że natura się nie myli i jeśli coś tworzy w konkretnym porządku to dlatego, że jest to najlepsza z możliwych form, która gwarantuje przetrwanie.
Logicznie LGBT jest samo w sobie przeciwstawnym obrazem świata nastawionego na rozwój i ewolucję. Jest rodzajem przepisu na wymarcie.

Jeśli nie mam racji to proszę o dwie rzeczy:
Dziecko zrodzone z dwóch ojców, lub dwóch matek
Roślinę, w której proces fotosyntezy zajdzie bez udziału światła.

Świat oderwany od Boga, jest pozbawiony światła. Egocentryczny obraz świata zachodu prowadzi do unicestwienia, ponieważ promuje interes jednostki i indywidualizm.
Natura nigdy nie stawiała płotów, zasieków, barier, co nie znaczy, że pozwalała na wszystko.
Natura zawsze eliminowała to, co nie służy życiu i pozwalała przetrwać temu co jest jej bliskie.

I bez względu na to, co się komu wydaje przez jedyną i słuszną perspektywę jego życia oraz pielęgnowanych racji, natura i tak zagwarantuje przeżycie temu co jest z nią w zgodzie.
A jeśli kto uważa inaczej niech wymusi na WHO i UE aby te nauczyły się kontrolować tsunami, zlodowacenia, grad, burze, suszę, nieurodzaj, plagi, podnoszenie się wód, huragany, trzęsienia ziemi i erupcję wulkanów, bo bez tego marny jego los.

Natura, która jest odbiciem majestatu Boga się nie myli.

Reklamy
Opublikowano Ogólny | Dodaj komentarz

Odwróceni

Słowo pedagogika pochodzi od greckiego słowa paidagogos znaczącego „prowadzący dziecko”.

Nauczyciel to rodzaj pedagoga, którego zawodową osobliwością jest wkraczanie w świat dziecka i wpływanie na jego wszechstronny rozwój. W tym sensie ale i dosłownie pedagog, nauczyciel – kształtuje świat, kształtuję kulturę, kształtuje cywilizację.
W świecie pedagoga fundamentem pracy i logicznym sensem istnienia tego konkretnego zwodu jest Dziecko.
Nie ma dziecka – nie ma pedagoga, nie ma pedagogiki, nie ma nauczycieli, w końcu nie ma przedmiotu pedagogiki – kształcenia i wychowania.
Aby istniał nauczyciel musi być Dziecko. To warunek bezwzględny.
Gdyby całą pedagogikę, wszystkie szkoły, wszystkich nauczycieli, wszystkie programy nauczania od przedszkolnego – po akademickie, budynki szkolne, edukacyjną infrastrukturę korytarzy, boisk, basenów, etc., całe ministerstwo edukacji, oddziały kształcenia pedagogów w uczelniach wyższych, pedagogikę jako dyscyplinę nauki, a także ZNP odciąć od dzieci – stały by się pustką. Byłyby niczym.
I oto nauczyciele w imię własnych praw, własnych potrzeb….odsunęli się od dzieci. Porzucili je. To jest fakt.
Bo tego wymaga reforma, tego wymagają zmiany, to trzeba naprawić…., bo ten rząd to, a tamten tamto, bo nam się należy, bo nam akurat bardzo.
….Pewnie należy się wielu.
Ważne jest jednak nie to czy, ale jak dokonujesz zmian. Bo to w jaki sposób zmieniasz ten świat decyduje o tym kim jesteś. Od tego jak myślimy od drugim człowieku zależy głębia naszego człowieczeństwa.
Lekarz, który odmawia ratowania życia nie jest lekarzem.
Nauczyciel który odsuwa się od dziecka – nie jest pedagogiem.
Każdy ma prawo walczyć, każdy ma prawo zmieniać. Jednak odsuwając się od dziecka przestajesz być pedagogiem, nie jesteś już nauczycielem, a wtedy nie należy Ci się nic. NIC.

I jeszcze na koniec taka refleksja – w pedagogice funkcjonuje termin czarna pedagogika lub inaczej – ukryty program nauczania. To teraz pytanie:
Czego nauczyciele, którzy porzucili dzieci (fakt) nauczą takim działaniem, taką postawą dzieci ?

MW

Opublikowano Ogólny | Otagowano , , , , , , | Dodaj komentarz

Seksualna indoktrynacja dzieci przez LGBT

Przeraża mnie seksualna indoktrynacja dzieci. Dzieci jako osoby niewinne doświadczają świata czysto, w ufności, że to co „im się podaje” jest dobre.
Kiedy w Kambodży w ubiegłym stuleciu do władzy doszli Czerwoni Khmerzy, stworzyli ideologie komunistyczną nowego porządku, którą nazwali Angka.
Angka była rokiem pierwszym nowej rzeczywistości. Wszystko co było wcześniej było złe, dlatego indoktrynowano głównie dzieci, bo te wolne od historii można było ulepić na własny kształt.
Angka w pierwszej kolejności wymordowała inteligencję, bo ta nie tylko miała świadomość kulturową, ale również zaplecze wartości, które były dla niej zagrożeniem.
Niewinne dzieci szybko przerobiono w bezmyślne maszyny do zabijania. Oczywiście ich serca cierpiały, będąc wewnętrznie skłócone pomiędzy dziecięcym światem miłości i prawdy, a ideologicznym nakazem mordowania ludzi w imię „jedynej prawdy i dobra”.
I tu w świecie dziecka zauważamy dwa istotne pojęcia – niewinność i ideologia.
Z natury świat dziecka jest niewinny, tworząc społeczną warstwę zgodnie z otaczającymi ja trendami kulturowymi. Im te trendy są bliższe naturze, czyli naszym korzeniom, naszej pierwotności, tym tożsamość kulturowa dziecka, a później dorosłego człowieka jest bliższa jego biologicznym uwarunkowaniom, …jego głębokiemu Ja. Tak ukształtowana jednostka będzie zdrowa. Jednostka od początku indoktrynowana ideologicznie będzie skonfliktowana wewnętrznie. Świat natury jest jedyny i prawdziwy. Świat trendów kulturowych jest zmienny, co znamy od zarania dziejów towarzysząc kulturowemu rozwojowi człowieka.
Warstwa kulturowa jest dość płytka i elastyczna, stąd trendy kulturowe i moda nie powinny znajdować się w warstwach głębokich struktury osobowości. Dlatego właśnie nikt nie ma prawa seksualnie indoktrynować dzieci. Po pierwsze dlatego, że biologicznie seksualność pojawia się w wieku dorastania, a do tego czasu narządy płciowe służą jedynie do sikania i to jest dobre. Na tym etapie rozwoju w sam raz.
Ruch LGBT nie promuje wolności, tyko forsuje swoją rację, skądinąd będącą głębokim zaburzeniem seksualnym, niestety dla nas – wzmacnianym i konstytuowanym w granicach UE.
Trend to tylko trend, a natura to prawda jedyna i niepodzielna.
Dziecko jest głęboką prawdą, uwarunkowaną bliskością kobiety i mężczyzny (również bliskością wymuszoną – gwałtem, co jest bardzo bolesne i bezsprzecznie tragiczne, ale biologicznie tak jest).
I dziecko może pojawić się jedynie w wyniku bliskości kobiety i mężczyzny. Każda inna forma bliskości seksualnej jest dewiacją seksualną, jest bowiem tworem kulturowym i jest efektem zaburzeń osobowości w jej głębokich warstwach. W wyniku popularyzacji pornografii i erotyki nadaje się tym zaburzeniom ryt „znaków czasu” – tak dziś jest i już.
I faktycznie tak jest– ale tylko w wymiarze głęboko zaburzonym, któremu na siłę chce się nadać cechy normalności. Choć cechy te same w sobie są po prostu logicznie sprzeczne z naturą i jej uwarunkowaniami.
Dziecko ma prawo do niewinności, wtedy będzie wzrastać silne.
Dziecko zindoktrynowane będzie słabe, bo jego Ja będzie tłamszone „prawdami” tego roku, tej dekady.
Dziecko zindoktrynowane to idealnie ukształtowany dorosły, z „wolą” ulepioną z cudzej ideologii.
Taki człowiek ulepiony z ideologi idealnie nadaje się do bycia rządzonym, to idealna ofiara systemu…
…A ten system powołuje się na prawo wolności (na a co robi w głównym zamyśle!).

Najbardziej niebezpieczny jest ten wilk, który przychodzi w owczej skórze.

Dziś sam wybierz czy chcesz dziecka, a później człowieka silnego, charyzmatycznego czy idealnie zaprogramowaną jednostkę do słuchania i wykonywania zadań wymyślonych przez politycznych, ideologicznych inżynierów dzisiejszych czasów.

Zwróćcie się do swoich korzeni.

Marcin Węcek

Opublikowano Ogólny | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Europa liberalna, „wolność” niszcząca

Pamiętam z lekcji historii, że nieustannie staraliśmy się dogonić Europę. Europa była światłem, które jaśniało nad jej obrzeżami. Tak przyjęliśmy chrzest. Tak przyjmowaliśmy style, kierunki rozwoju, tak chłonęliśmy piękno rozwijające się w architekturze, literaturze. Tak zmieniał się człowiek szukający ideału, formy doskonałej. Tak podświadomie szuka się Boga.

Co Europa oferuje nam dziś ? Co przyjmuje dziś za postęp w rozwoju ?
Ze wszech miar takim rzekomym światłem Europy jest tętniący w niej duch liberalizmu, wolności nieskrępowanej, w której rzekomo każdy sposób wyrażania siebie jest słuszny i zasługujący na swoje miejsce. Tak więc równość wszystkiego we wszystkim. Ot jaskrawy duch komunizmu.

Zobaczmy zatem jak ów liberalizm, jawiący się jako światły ma się do dorobku nauki.
Każdy psycholog, czy pedagog wie (bo to podstawy oby dyscyplin), że zdrowy rozwój dziecka (kształtującego się ustroju psychicznego) jest możliwy JEDYNIE poprzez SILNE, KONSEKWENTNE i ZDECYDOWANE zaznaczanie GRANIC, stawianie GRANIC.
Bez tych elementów wychowania nie istnieje możliwość wykształcenia silnego trzonu osobowości, a więc charyzmy, zdecydowania i konsekwencji w działaniu. Te trzy elementy to dziś największy deficyt rozwojowy dzieci i młodzieży. W duchu liberalizmu można więc wytworzyć pokolenie pozbawione charyzmy, siły wewnętrznej, wymagania od siebie. Takie pokolenie idealnie nadaje się do rządzenia…
Jeśli ustrój społeczny ma być zdrowy to śladem rozwoju psychicznego, wymaga wyraźnego zaznaczenia granic i uznania za dobro lub zło wszelkich zjawisk i tendencji, które mają wpływ na rozwój człowieka jako jednostki. W zdrowym społeczeństwie wychowują się i rozwijają ludzie zdrowi. W chorym – chorzy. Wybitnym przykładem jest tu odniesienie do biblii, w której napisana jest prawda jasna i logiczna na wskroś – nie może zdrowy krzew zrodzić owocu złego, ani zły krzew owocu dobrego. I jakby natura dobitnie potwierdza tę zasadę. Wlej ściek do rzeki, a zobaczysz co stanie się z roślinnością i zwierzętami w niej żyjącymi. Będą zdrowsze, piękniejsze…?

Zadbaj o koryto rzeki, zadbaj o jej otoczenie, nie dopuść do jej skażenia (zadbaj o jej granice), a wszelkie życie w tej rzece zakwitnie.

Gender, homoseksualizm jako ideologia to taki wynaturzony ściek, który wlewa się do rzeki życia. (Bóg stworzył wszystko w naturalnym porządku – pierwotne z natury jest dobre). (Rzeka to symboliczny system krwionośny Państwa jako ustroju, a zatem ściek wnika do jego kultury, do świata jego wartości).
Naszą rolą jako ludzi jest zadbać o koryto rzeki, a zatem nie dopuścić do rozlania się ścieku, który zatruje nas i nasze dzieci na całe pokolenia. Ten ściek w liberalnym przekazie środowisk lewicowych zatruwa dusze i umysły naszych dzieci już dziś. Tylko od nas zależy czy obmyjemy nasze dzieci w rzece życia, czy w liberalnym ścieku.
Dziś dokonajmy wyboru.
Według WHO czterolatek ma prawo do odkrywania swojej seksualności i powinien znać różne (patrz homoseksualne) wersje rodziny. O ile mi wiadomo z psychologii świadomość seksualna pojawia się wraz z rozwojem płciowym, w okresie dojrzewania płciowego i jest to związane z działaniem odpowiednich hormonów. Tak więc WHO nie chce zaszczepić w dziecku prawdy (której i tak nie rozumie), ale ideologicznie indoktrynować dziecko jako jednostkę niewinną, otwartą i chłonną. Takie działanie jest świadomym niszczeniem niewinności dziecka i jako takie zasługuje na potępienie i zdecydowany sprzeciw.
Nie oddawajmy dzieci ludziom chorym. Homoseksualizm jest chorobą, bardzo głębokim zaburzeniem, wynaturzeniem. Homoseksualizm to choroba, którą jak społeczeństwo winniśmy otoczyć zainteresowaniem, tak samo jak każdego chorego człowieka. Powinniśmy się nad tymi osobami pochylić z całą naszą empatią i miłością, żeby przywrócić im zdrowie. I to jest postawa człowiecza. Chcieć naprawić to co jest zepsute, zamiast uznać tego co zepsute i chore jako inną wersję prawdy.
Natura się nie myli.
Europa w takim liberalnym kształcie nie jest już latarnią i światłem. Jest raczej tonącym okrętem, pędzącym naprzeciw falom prawdy, które chce za wszelką cenę rozpruć. Ale natura wobec człowieka jest potęgą niemierzoną i jak fala zmyje okręt, tak natura zmiecie z powierzchni ziemi to co jej zagraża.
W naturze znajdziesz odbicie Boga, przyglądaj się jej. Natura, która jest odbiciem majestatu Boga się nie myli. Prawda Cię wyzwoli.

Marcin Węcek

Opublikowano Ogólny | Otagowano , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Laicyzm i Bóg

Egocentryzm:

Ja najważniejszy

Ja środek wszystkiego

Ja ponad wszystko

Laicyzm oznacza, że religia, sfera duchowa, Bóg – nie mogą stać ponad przyjętym porządkiem społecznym, tzn mogą współistnieć w strukturze kulturowej jedynie jako równorzędne z innymi obszarami funkcjonowania człowieka. A więc świat laicki zakłada zrównanie Boga jako pojęcia z poglądami politycznymi, przepisem na sernik, czy sposobem wiązania krawata.
Tak więc logicznie i konsekwentnie Bóg, w świecie laickim jest zdefiniowany wśród prawd i norm określonym rozumem. A więc Bóg jest okolicznością, której pozwala się być w ludzkiej świadomości o ile zdecyduję się, że ona jest. Masz wybór….
Przypatrzmy się głębiej strukturze laicyzmu i uznaniu Boga za wybór.
Ego – umysł – świadomość określa istnienie i fakt obecności rzeczy czy zjawiska w dwóch wymiarach – czasie i przestrzeni. Żeby umysł uznał coś bezwarunkowo za istniejące musi być namacalne (lub jak w przypadku zjawisk społecznych zbadane naukowo, co wraz z rozwojem nauk społecznych pozwala na nieustanne podważanie wcześniejszych odkryć…), oraz osadzone w czasie, tzn.,  że zostało zainicjowane w przeszłości i trwa lub trwać przestało. Umysł nie istnieje poza czasoprzestrzenią. Jak nie widać – to nie ma, jak się nie zaczęło – to nie kontynuuje się i się nie skończy, więc nie istnieje.
Jak w świecie umysłu może przetrwać Bóg – ano nie może.

Ale umysł, żeby bronić jedynej słusznej teorii, a więc, że to on jest bogiem i on określa co jest a co nie – staje się zakładnikiem granic, które sam tworzy. Tak właśnie głupi (lub zatruty – sam z siebie jest niczym) umysł (domena naukowców ateistów) twierdzi, że wszechświat powstał w wyniku wielkiego wybuchu. Umysł, który nie istnieje bez początku (uwarunkowanie logiczne, którego doświadczamy posługując się rozumem) nie mógł postąpić inaczej, ponieważ bez początku (wybuch – inicjacja procesu), nie istnieje wszechświat…, człowiek,… i on sam – rozum. Ale i tu pojawia się rozumowe pytanie logiczne – wybuch w świecie materialnym zawsze inicjowany jest zjawiskiem fizycznym (lub chemicznym) – zawsze!
To kto zainicjował ten wielki wybuch… 🙂 Umysł to koń, którego otrzymaliśmy od Boga. I tylko jeśli uznamy go za dar od Niego, będzie nas ciągnął tam gdzie chcemy, a nie galopował niezależnie od nas wiodąc nas na stracenie (Szwecja, Niemcy, Francja…., ile jeszcze trzeba…).
Bóg jest niematerialny i nieskończony, poza czasem i przestrzenią…., nie ma go w rozumie, bo to prymitywne narzędzie, dla nas, dla naszych potrzeb, nie do poznania Boga. Do poznania Boga otrzymaliśmy serce. Jezus napisał jak go używać. Jak spotkać się z Bogiem w sercu i jak używać rozumu, bo rozum to dar, nie pan. Ten dar można zniszczyć. To z kolei rola zbuntowanego anioła, a on nie marnuje czasu. To jednak inna historia.
Świat laicki to świat, w którym nauka jest całością poznania – królestwa umysłu – ego. Tego samego, który wybuch uznaje fizycznie jako proces inicjowany i który dla potrzeb uznania się za Boga niby to nieświadomie uznał wybuch jako proces, materialny, fizyczny, chemiczny…, samoczynny i ogólnie nie zdefiniowany, acz określony i konkretny…. Zbierzcie to do kupy, a zobaczycie jaki to absurdalny bełkot.
Naprawdę wierzycie nauce …., tak bezkrytycznie…?
Naprawdę Boga, który jest niematerialny, który istnieje poza czasem i przestrzenią chcecie odnaleźć rozumem….?
Boga nie da się zrozumieć. Boga trzeba przyjąć.

Mógłbym szukać pięknego przykładu jak to zrobić, ale oddam to temu, który najwyraźniej odnalazł go niemal namacalnie. A przykład to świetny bo w czasie kryzysu wartości szukamy sami siebie, chcąc wiedzieć – kim jestem, jaki jest mój cel.

Jeśli kropla wody wpadnie do oceanu, z dumą będzie chciała się wyróżnić z masy wód, pozostanie mizerną kroplą, która przez ciepło wyparuje, a w ziemię wsiąknie. W pojedynkę nie ma siły, napędu, do niczego nie jest użyteczna…. . To jedynie drobna kropelka. Jeśli jednak zaprze się siebie, zrezygnuje z siebie i zanurzy się w oceanie, będzie częścią jego potęgi, weźmie udział w jego ruchu, jego wielkości”
O. Dolindo Ruotolo

Rozum to piękny dar, ale tylko drobny dar…dodatek do serca do serca, w którym mamy łączyć się z potęgą tego, który nas stworzył. To co piękne często spotyka nas zupełnie przypadkiem. Nie zaplanowaliśmy tego, nie wiedzieliśmy, nie inicjowaliśmy i wtedy przyszło…

…samo?

Marcin Węcek

Opublikowano Ogólny | Dodaj komentarz

Werbalny jednorożec.

Trzy magiczne słowa – proszę, dziękuje, przepraszam.
Nie wszystko naraz, nie o wszystkim teraz… . Przepraszam.
…Taa!

Zagłębiłem się w przepraszam i doszedłem do wniosku, że to słowo jest tak magiczne, jak magiczny jest cylinderek hamulcowy po prawej stronie w mojej Skodzie. Powinien działać, bo po to tam w tym bębnie siedzi, taka jego rola. Żeby rozpierać szczęki, żeby hamować. No a on magicznie nie działa. Albo nie działa po prostu, bo jak coś jest zepsute, to do działania nie magii potrzeba tylko zmiany. Wymiany na taki co działa, który przywróci sprawność całemu układowi.
I przepraszamy właśnie po to, żeby magicznie oczyścić taki układ, takie zdarzenia, taką relację, która wymaga naprawy. Ale tak jak magia nie naprawi samochodu, tak nie naprawi zdarzenia, sytuacji, relacji. Bo tam potrzeba zmiany, wymiany, naprawy.
A naprawą z punktu widzenia głębi przepraszam jest zadośćuczynienie, a nie stosowanie pragmatycznych zaklęć.
Konkret.
Wziąłem i pożyczyłem samochód od kolegi, a co, on dał ja wziąłem – pożyczka taka.
I teraz w trakcie jazdy pożyczkowej rozbiłem błotnik i reflektor.
Bach przepraszam – powiem mu a co.
Prze-pra-szam.
No i tu jest właśnie magia tegoż sloganu, bo tym on najczęściej jest – pustym, nic nie znaczącym sloganem.
Przeprosiłem i teraz zostawiam mojego darczyńcę z problemem, ze startą, z ekonomicznym zaborem, którego dokonałem.
I ile jest warte przepraszam…
Trochę jak w kabarecie wytwórni AJOJ (Halama, Kamys). ”Jak przepraszam, co przepraszam – Ty przepraszasz, a ją boli….” (polecam :-))

Przepraszam jako słowo jest pustką, unikiem, ucieczką od odpowiedzialności. Ponieważ głębokie przepraszam jest procesem skruchy, któremu towarzyszy – zadośćuczynienie, naprawa, zapłata. Wtedy przepraszam jest właściwym sobie zgodnym, głębokim procesem, a nie nic nie znaczącym magicznym frazesem.
Jeśli przepraszasz dla uspokojenia swojego sumienia – daruj sobie – to powierzchowny, egoistyczny chwyt (chcesz pomóc tylko sobie, swoje sumienie wyciszyć). Jeśli chcesz przeprosić głęboko i prawdziwie, pomyśl jak w rzeczywistość stworzyć proces, który naprawi to co zepsułeś.
I takie przepraszam, któremu towarzyszy refleksja, działanie i aktywna, adekwatna postawa naprawcza, pochodzi z duszy, która jest głębokim Ja.
Wszystko inne to tylko wyuczona, społecznie pożądana reakcja, …bo tak należy.

MW

Opublikowano Ogólny | Otagowano | Dodaj komentarz

Huryt (fantasy)

Ta sama misja doprowadzała Huryta do szaleństwa. Codziennie wieczorem w towarzystwie mosquito, kilku węży i około miliona innych gatunków owadów, płazów i wszelkiego dziadostwa, wypijał dwie, trzy szkalnki berbesznicy. Pędził ją z liści rodzimego czerwonego Choffernusa, po którym pełzały ala ślimaki – ni to żaby, ni nosorożce, ale wielkie oślizłe stwory. Wszystko w tej dżungli jawiło mu się grozą i otępienną paranoją, a jednak to ona była jego domem. Od wielu lat sam jeden ( za wyjątkiem tych kilku milionów niebezpiecznych stworów) przemierzał skąpane w gęstwinie zieleni jemu tylko znane szlaki. Jego misje, zawsze podobne, zawsze owiane tą tajemniczą naturalną zwierzęco roślinną nikczemnością, która była jego domem.

Tego dnia wyszedł na obchód twierdzy lasów z podobnym do wczoraj, przedwczoraj i rok wcześniej , zgaszonym temperamentem ślimaka potwora z czerwonego liścia. Tego dziada, którego udziałem był osad na liściach, z którego pędził berbesznicę. Za sprawą tego dziwnego składnika zapewne wieczorem pojawiał się delikatny haj, który pozwalał mu przetrwać i dzięki któremu w bezkresie jednolitości utopionej w milionie gatunków wszelakich form, oddzielał dni, miesiące i godziny.

Codziennie kiedy słońce wybijało się ponad poplątane drzewa Zagadawy mijał właśnie głaz Nyrydowy gaszony porostem mchu liwowego o ciemno bursztynowej barwie. Tuż za nim wzdłuż koryta rzeki Dranny znajdowała się obszerna polana. Kilka dosłownie kroków za nią była niewielka sadzawka w której, śladem naziemnych stworów, mrowie przeróżnych ala’ rybich form pruło nieustannie objętość zbiornika. Zapatrywał się w ten swoisty taniec życia, ponieważ pośród wszystkiego co znał, nie odnalazł piękna równie głębokiego i nieogarniętego sposobem postrzegania posiadanych zmysłów. Ten jeden jedyny wyraz piękna nadawało mu zastyganie w bezruchu i trwanie w skupieniu kiedy taniec wodnych stworzeń nieustannie przewijał się w plątaninie gatunków i połyskujących, oplatanych słońcem kolorów. Czerpał zeń życie, bo to było jego towarzystwo jedyne. Ta sadzawka, ten las, ta rzeka, koryto, głaz,… cały jego Świat.

MW

Opublikowano Ogólny | Otagowano | Dodaj komentarz

Jestem selfi

Patrzę na fejsbuka (nie mój  – firmowy, zrozumiałem swój błąd dawno temu, porzuciłem, odgrodziłem murem, postawiłem zasieki), a ten mi tu podaje propozycję znajomych. Same młode dziewczyny, każda z żurnala, no masakra, jak okładki elitarnych gazet przewijają się przed moimi oczami.  Nikogo innego – ani Stefana, ani Ryszarda, ani Marioli co to żyje gdzieś tam przecież, ale akurat o niej fejsbuk nie wspomina nic.
Jesteś piękny i młody, jesteś fit, więc jesteś. A jak nie jesteś fit, piękny i młody to Cie nie ma. Taki obraz zdarzeń starają się nam zaszczepić fejsbuk, zapewne „insta” i wszelki portal, w którym ikona – zdjęcie służy identyfikacji osoby.
Bo teraz wartość człowieka to już nie On jako poznana postać  z nieskończoną gamą barw jego życiowych doświadczeń, nie uśmiech, poczucie humoru czy inteligencja,  ale fit zdjęcie selfi.
Tyle jesteś wart, na ile wyglądasz.
I tak się zastanawiam, że przecież jeśli mnogo ludzi w to wchodzi i żyją w wirtualnej przestrzeni z perspektywy zdjęcia, co to ich określa i definiuje, to robi mi się żal.
Bo przecież ludzie Ci muszą być mega samotni. Bo tym właśnie jest samotność – nieumiejętnością odnalezienia siebie.
A jak na Boga jedynego zdjęcie selfi kwadrat max power zajefajne ma ten stan zmienić…?

Skoro selfi jest jedyną perspektywą życia w jakiej się poruszasz, to jedyne co możesz znaleźć  – to zewnętrzne „piękno”.
Ale skoro człowiek składa się z ciała i z duszy to kto, lub co stara się w Tobie zaszczepić przekonanie, że istnieje tylko cielesność.  Że cielesność  jest jedyną miarą atrakcyjności.

I oczywiście nie chodzi tu o umniejszaniu wyglądowi, nie. Ten jest, był i będzie istotny – również dla mnie. Chodzi mi o Twoją motywację co Ty i Twoje selfi tu robicie.

Czy nakarmisz się podziwem innych, skoro służy on jedynie ocenie Twojej powierzchowności z pominięciem Ciebie – prawdziwego człowieka ?

To co jaj mam ocenić, skoro i tak się zaraz zestarzeje i w odwiecznym tańcu życia zostanie wyparte poprzez nowe, jędrne i no właśnie….lepsze…?

Bo życie kochani zaczyna i kończy się w poznaniu tego co głębokie, bo głębia jest tym co się nie nudzi, a jędrne i tak jest coraz to nowe i nie jest wieczne dla „ewry łan” w takim samym zakresie.

Szukaj głębi.

MW

Opublikowano Ogólny | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz

Nie ma niewinnych.

Polskie prawo rozróżnia, w niektórych aspektach, zaniechanie jako czynność stanowiącą o przestępstwie, czy wykroczeniu. Tak jest na przykład z nieudzieleniem pomocy ofierze wypadku. Brak działania jest zatem karany.

Przez lata pracując z ofiarami przemocy zauważyłem jedną konkretną zależność (pewnie nie ja jeden), która sprawia, że w odniesieniu do tzw. ofiar przemocy stwierdzam – nie ma niewinnych.

Zaniechanie jest działaniem mającym swój bardzo określony skutek.

Jeśli złamiesz nogę i nie zrobisz z tym nic, zrośnie się krzywo a Ty w najlepszym wypadku będziesz kuleć. Jak nie zareagujesz na udar skończysz z trwałym paraliżem. Jak nie zareagujesz na palenie paczki papierosów dziennie wcześniej czy później „odejdziesz”. Jeśli nie zmienisz przebitej w samochodzie opony, nigdzie na dłuższa metę nie dojedziesz, mało tego doprowadzisz do trwałego uszkodzenia innych podzespołów.
Zaniechanie w każdej dziedzinie życia prowadzi do trwałych, często nieodwracalnych uszkodzeń, czy zmian.

Zaniechanie jest działaniem z rzeczywistym skutkiem negatywnym.

Dlaczego więc różne osoby, w różnych dziedzinach życia nie podejmują działania ?
Ponieważ czerpią korzyści z nie podejmowania działań. Brak zaangażowania, brak ponoszenia odpowiedzialności, brak wysiłku i niechęć do doznawania trudnych uczuć towarzyszących często rozwojowi. W zależności od sytuacji można dopisywać konkretne powody, ale zawsze trzeba pamiętać, że w trwaniu w sytuacji dla siebie nie korzystnej, za każdym razem są zyski. Rzecz w tym, że nasz optyka sytuacyjna nie zauważa, lub nie chce zauważać strat ani perspektywy strat, które nastąpią.
Oddala się więc skutki negatywne przyjmując oczywisty dla uzależnienia i współuzależnienia (trwanie w „kupie” zawsze oznacza uzależnienie), obraz iluzji i zaprzeczeń a zatem fałszywy obraz sytuacji, pozwalający w nieskończoność trwać we wspomnianej „kupie”. Podstawą do tak sformułowanej zmiany i zmiany postawy na aktywną jest dotarcie do prawdy. A więc stworzenie faktycznego obrazu zysków i strat.
Tak nakreślona optyka sytuacyjna nie pozwala na tkwienie w kłamstwie ( w rzeczywistości pozwala, wystarczy negacja i powrót do wiary w kłamstwa) i zmusza do podejmowania wysiłku niezależnie od możliwych trudności.
Jeśli więc osoba, która została uderzona nie zareagowała na cios, zgodnie z prawem, każdy kolejny cios jest za razem jej winą (niewinnym jest się tylko raz – przy inicjacji zdarzenia, procesu). Ponieważ zaniechanie prowadzi logicznie do skutków negatywnych.

Jeśli ktoś nie zgłosił przemocy ze względu na obietnicę poprawy sprawcy to sprawa wygląda tak:

Dostałem urządzenie za milion euro do eksploatacji. Nie nauczyłem się go obsługiwać więc je zniszczyłem. Zadeklarowałem, że już go więcej nie zniszczę więc dostałem drugie (kolejna szansa), ale ponieważ nie nauczyłem się jego obsługi znów je zniszczyłem.
I dopóty nie nauczę się obsługi urządzenia będę je niszczył, nie mając wiedzy do prawidłowej eksploatacji. W relacjach między ludzkich jest tak samo. Żeby coś się zmieniło potrzeba wiedzy i to praktycznej, zmiany nawyku, zachowania a to długi i żmudny proces. Deklaracja jak widać jest pustym, nic nie znaczącym frazesem. I o tym trzeba pamiętać. Do zmiany potrzebna jest praca, ciężka praca, nie deklaracja.
Jeśli umrzesz na raka płuc, to nie dlatego, ze los jest zły albo złożyłeś sobie niewłaściwą deklarację, ale dlatego, że zaniechałeś działania, jakim jest rzucenie uzależnienia.
Z każdą dziedziną życia jest tak samo, jak coś nie działa trzeba innego przepisu, zmiany instrukcji, zmiany optyki, ale przede wszystkim – zmiany.
Nie ma niewinnych. Jest brak wiary w siebie, udawanie, że czegoś nie ma, okłamywanie samego siebie.
Zawsze przecież czujesz w środku jak jest naprawdę. A jak jest ?

Opublikowano Ogólny | Otagowano , , , , , , , | Dodaj komentarz

Pizza „na dziko”, czyli gastro recenzja w odsłonie kolejnej

No stary, a dziki w deszczu nie ryją ?
Tak Kamul rozwiał moją wątpliwość co do wieczornej wyprawy. Coś tam kropi, ale to nie dość, żeby gruboskórni nie przystąpili do marszu dzika.
Na wszelki jednak wypadek oprócz peleryn zabraliśmy srebrnego forda focusa. Fiu fiu i że hoho. Pojazd zacny nie powiem, ale zapach nowych plastików w środku przysporzył mnie o mdłości. No więc wyartykułowałem Kamulowi, że plastyki, że zapach i że przysporzył, że mi.
No co ty stary, ja sobie kupuję w ogóle zapach nowego auta.
Konsternacja
I jeszcze odrobina konsternacji.
Nie wiedziałem jak bonidydy (cyt. Arnold Boczek), że takie rzeczy są.
Dojechaliśmy na Trynek, do nowo reklamowanej na fejsbuku pizzeri, by na miejscu przekonać się, że to pizz-buda. To oczywiście nie dość, żeby krytykować grę pozorów na zdjęciu, bo liczy się smak, ale ponieważ o 21.30 było już zamknięte lokal recenzji się nie doczeka.
Kilka kółek tu i tam, pomysł z kebsami, to jednak upadło. Miała być pizza.
Tak od słowa do słowa zaparkowaliśmy w okolicach rynku, a już po chwili schodziliśmy w głąb, do piwnic. Ten “w głąb” i te piwnice to przy Górnych Wałów. W miejscu, którego z zewnątrz nigdy nawet nie zauważyłem, a które jest ponoć od kilku lat, zasiedliśmy do stołu.
Obsługa miła – nim nasza pizza pojawiła się na stole, zdążyłem zauważyć, że jest również obcojęzyczna. Dwie rzeczy nim recenzja ostateczna.
Pierwsza: Pizza wjechała na stół w mniej niż 10 minut, co uwzględniając przed-letnią rewolucję w Mc’Donaldsie, bije go na głowę (Mc’Donalds nie jest już fast, pozostał jednak food).
Druga: postać kelnerki (miła, młoda dziewczyna), która poruszała się na swoich sportowych butach jak ten plastikowy krążek do gry w cymbergaja – wydawało mi się, że nie dotyka podłogi.
A i jeszcze jej kelnerska uprzejmość “jes , jes hehe, hyhy, of kors, tere rere – tyle, że jak mniemam poprawnie po angielsku”
Jest i pizza.
Z wyglądu całkiem całkiem, jak to pizza, nie powala, to nie Bora-Bora.
Ciasto genialne, cieniutkie i choć nie jadłem pizzy we Włoszech, Kamul zawodowy, premium-klasowy gastronom, który był, stwierdził, że to jest to i tak właśnie po włosku. Smak równie dobry i cała kompozycja bardzo dobra. Jako dodatki oliwy w różnych smakach. Ceny przystępne, nie mówię, że jak w Mc’Donaldsie i nie ma kuponów w aplikacji. Przystępne. Ogólnie wyszedłem zadowolony, dopieszczony i uradowany.
Tak, że dzięki Kamul (tym razem kierownikiem wyprawy był właśnie on – to tytuł przechodni).
I tak dotarliśmy do końca marszu, poza tym, że znów musiałem się zmierzyć z zapachem nowego samochodu, w wersji oryginalnej.
Kamul premium-gastronom zawodowiec dał początek nowej świeckiej tradycji, jak się później okazało. Marsze dzika, będą teraz piesze (ja), albo kulinarne (Kamul).
Żeby spalać, trzeba do pieca dokładać.

Opublikowano Ogólny | 1 komentarz